wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział 1

„Muzyka jest namiętnością, miłością i tęsknotą.”

1

            Na rozkapryszonym niebie zbierały się duże kłębowiska deszczowych chmur, które zapowiadały nadchodzącą ulewę. Brzydka pogoda, to nie zdawała się przeszkadzać młodym, Hogwardzkim uczniom, którzy przygotowywali się do odjazdu z peronu nr 9 i ¾. Zostało jeszcze dziesięć minut zanim pociąg ruszy z uczniami w drogę do Hogwartu. Ron przytupywał nerwowo nogami. Harry stał obok niego i spoglądał co rusz na wielki zegar, który znajdował się na peronie. Chłód, który panował na dworze dawał mu już lekko we znaki. Zazdrościł pozostałym, którzy zdążyli już zająć sobie miejsca w ciepłych przedziałach. Ron jednak nalegał, żeby poczekać tu na Hermionę, która się zdecydowanie spóźniała.
            – Harry, zostało jeszcze pięć minut, a jej jeszcze nie ma. Nigdy się nie spóźniała. Może się jej coś po drodze stało? – Ron coraz bardziej się denerwował.
            – Hej Ron, uspokój się. Przecież powiedziała, że zaraz wróci. Jestem pewien, że za chwilę ją spotkamy. – Harry próbował w pewnym stopniu uspokoić przyjaciela, ale on także się niepokoił. Zostało im jeszcze trzy minuty zanim pociąg ruszy z miejsca.
            – Ale co będzie jak nie zdąży? Przecież nie zostawimy jej tu samej. Wszystkie bagaże są już w pociągu. – Ron z tych nerw począł powoli obgryzać paznokcie. Brunet rozejrzał się wkoło, jednak nie dostrzegł jej sylwetki w tłumie.
            – Ona naprawdę nie zdąży na ten pociąg. – Z zamyśleń wyrwała go pojedyncza kropla deszczu, która spadła mu na nos, rozbryzgując lekko okulary.

❤⁑❤⁑❤⁑❤⁑❤

           Zanim zaczęły spadać pierwsze krople deszczu, ona biegła ulicami mokrego i chłodnego Londynu. Klęła się w duchu, że nie posłuchała chłopców i nie dała sobie spokój z tą bluzką. Jednak nie mogła się oprzeć jej widoku na wystawie. Ujrzała ją, gdy wspólnie z chłopakami i Ginny szli na peron. Była to jakby miłość od pierwszego wejrzenia. Miała ciemnoczerwony kolor i była zapinana na drobne guziczki. Kiedy ją przymierzyła, to wiedziała, że jest ona stworzona tylko dla mniej. Sweterek idealnie na niej leżał. Podkreślał jej zaokrąglone biodra i zgrabny biust. Tak, Hermiona przez wakacje zdecydowanie wyładniała. Nie chodziło tu tylko o zmianę figury, ale i również o sposób ubierania się czy malowania. Jednak Hermiona różniła się od tych sztucznych lal tym, że robiła to dla siebie, a nie po to, by zainteresować przeciwną płeć, której względy nie zamierzała w taki tani sposób zyskać. Gdy podeszła do kasy, żeby zapłacić za sweter, z przerażeniem zobaczyła godzinę na zegarze, który wisiał w sklepie. Za cztery minuty zbliżała się dziewiąta.
            – Kurcze, ale ze mnie idiotka. Rozmarzyłam się tak w tym cholernym sklepie, że zapomniałam o czasie. Jeśli się nie pospieszę, to nie zdążę – rozmyślała gorączkowo, będąc z drugiej strony strasznie wdzięczna, że chłopaki wzięli jej bagaże ze sobą. W tym samym czasie jak doleciała do magicznej barierki, znajdującej się między peronem 9 a 10, z szarego nieba zaczęły spadać pierwsze krople.
            – Jeszcze tego brakowało – żachnęła się na mokry dotyk deszczu. Była już wycieńczona i resztkami sił przebiegła przez barierkę, ale było już za późno. Pociąg zdążył już odjechać i z daleka było widać białe kłębowisko dymu, które po sobie pozostawił. Hermiona stała jak zaklęta i przypatrywała się oddalającej lokomotywie. Była w szoku. Tymczasem deszcz zaczął padać w najlepsze i po kilku minutach Hermiona była już cała mokra. Jej niegdyś piękne, bujne włosy ochlapały i przywarły mocno do jej twarzy, sprawiając, że przybrała jeszcze bardziej opłakany stan. W gardle poczuła nieprzyjemną gulę i łzy zaczęły jej same dopływać do oczu. Już dawno nie czuła się taka bezradna. Nie miała zielonego pojęcia, w jaki sposób dostać się do Hogwartu. Nie posiadała już nawet żadnych pieniędzy, a wszystkie swoje przybory, łącznie z różdżką zostawiła w walizkach. W obecnej chwili kompletnie odcięła się od świata i w ogóle nie zważała, co się wokół niej działo. Nagle z zamyśleń wyrwał ją znajomy głos.
            – Chyba ktoś tu się na pociąg spóźnił. Zgadłem, szlamo? – Hermiona odwróciła się błyskawicznie w stronę nadawcy tej wypowiedzi. Rzeczywiście nie miała żadnych wątpliwości, że głos należał tylko do Malfoya, który stał od niej kilka metrów dalej z parasolką. Ubrany był w ciemnooliwkowy płaszcz z kapturem. Na twarzy towarzyszył dobrze jej znany ironiczny uśmiech. Hermiona zebrała się do kupy. W końcu nie będzie dawać Malfoyowi jakiejkolwiek satysfakcji. Obdarzyła go najbardziej nienawistnym spojrzeniem, na jaki ją było stać.
            – Odpieprz się ode mnie ty parszywy padalcu!!! – ryknęła na cały dworzec. Zrobiła taki hałas, że przechodnie zaczęli się za nimi oglądać i kręcić głowami. Również Draco zdawał się być zszokowany jej dziecinnym wybuchem.
            Jak ona go nienawidziła. Z tych wszystkich Ślizgonów znienawidziła go najbardziej. Nie chodziło tu tylko o to, że jego rodzice byli niegdyś po stronie Voldemorta. On sprawił jej najwięcej bólu ze wszystkich. Choć się do nikogo nie przyznawała, to przez niego wylała przez pięć lat najwięcej łez. Każda obelga i wyzwisko skierowane pod jej adresem, bolało strasznie. Niczym szpilki wbijane w najczulsze miejsca swojego ciała. Tej nadmiernej wrażliwości nie lubiła w sobie najbardziej. Jednak w tym roku będzie inaczej. Przysięgała to sobie święcie, że już nigdy nie wyleje przez tego dupka ani jednej łzy. Po tym jak na niego nawrzeszczała przez kilka sekund durny uśmieszek Malfoya spełzł mu z twarzy. Podszedł do niej i złapał ją za nadgarstek. Kaptur zleciał mu z twarzy, uwidaczniając jego jasną blond grzywkę. W jednej chwili spojrzała w jego szare oczy, w których świrowały ogniki złości. Jakże łatwo go wyprowadziła z równowagi.
            – Albo się zaraz nie zamkniesz, albo…
            – Co mi zrobisz, zasrano glizdo? – przerwała. – Rzucisz na mnie jakieś zaklęcie? No proszę, dawaj – wycedziła. Z całą premedytacją rozładowała na nim swoja frustrację. Nie bała się go w nawet najmniejszym stopniu. Blondyn przez chwilę spojrzał na nią, po czym zwolnił uścisk i w końcu ją puścił. To ją zupełnie zbiło z tropu. Nie przypuszczała, że Malfoy tak szybko da za wygraną, tym bardziej jej - w jego mniemaniu nędzną szlamą. Blondyn odsunął się kawałek od niej i sięgnął po parasol, który leżał na ziemi. Po czym powiedział bardziej do siebie:
            – Pięknie. Nie to, że zaspałem na ten cholerny pociąg, to jeszcze na domiar ta głupia szlama musiała koniecznie na ten sam pomysł wpaść.
            – Co ty pleciesz? Jakbym na własne życzenie chciała tu z tobą gnić? Wolałabym raczej umrzeć, niż przebywać w twoim towarzystwie dłużej – wycedziła w najbardziej złośliwy sposób, w jaki potrafiła.
            Malfoy powoli tracił nad sobą panowanie. Dlaczego ta nędzna szlama musiała go zawsze doprowadzać do białej gorączki? Tak, szlam idealnie do niej pasował. Miał okazję się jej przyjrzeć. Hermiona wyglądała w opłakanym stanie, choć miało to też swoje inne strony. Mokry podkoszulek przykleił do jej ciała uwypuklając bardziej piersi sprawiając, że czarny koronkowy biustonosz był bardziej uwidoczniony. Draco oczywiście nie miał czasu, by podziwiać jej kształty, ponieważ miał inne sprawy do załatwienia, więc odpowiedział krótko:
            – Wiesz, szkoda mojego cennego czasu na takie szlamy, jak ty. Chcę jeszcze dzisiaj wrócić do szkoły.
            – Phi, ciekawe w jaki sposób? Przecież bez swoich goryli jesteś taki bezradny, fretko – zakpiła mu nagle.
            – Z pewnością nie taki bezradny, jak ty Granger. Widzisz, ja mam przy sobie wszystko, co mi trzeba – powiedział, wskazując na swoje bagaże. – A u ciebie jakoś niczego nie widzę. Co jest Granger, wypchnęli cię z pociągu czy co?
            Z tym to miał niestety rację. W przeciwieństwie do niego ona nie posiadała niczego, co mogłaby się jej przydać. Szkoda, że nie potrafi się teleportować. Byłoby o wiele łatwiej. Przez chwilę zastanawiała się za jakie grzechy została tak surowo ukarana.
            – Ach, wypchaj się – burknęła pod nosem i zostawiając go skierowała się w stronę torów.
            Rozważała zaistniałą sytuację i przeanalizowała wszelkie sposoby dostania się do Hogwartu. Teleportacja odpadała, miotły też nie posiadała ani nawet pieniędzy, za które by mogła, chociaż kupić sobie proszek Fiuu. Mimo że do domu miała niedaleko, to nic jej nie dawało, bo rodzice i tak nic by na to nie poradzili. Na domiar tego utknęła tu razem ze swoim największym wrogiem, który nie był zbytnio przejęty tą całą sytuacją. O jego pomocy nie powinna nawet pomyśleć. A nawet jeśli blondyn by wyraził chęć współpracy, to jej Gryfońska duma nie pozwoliłaby go poprosić o pomoc. Była również trochę zła na chłopaków, którzy nie poczekali na nią, ale z drugiej strony czego się spodziewała? Że ustaną na torach?
            – Gorzej być nie mogło. Ciekawe co powie profesor McGonagall, gdy się nie pojawię na spotkaniu prefektów. Pewnie po tym wszystkim każe mi oddać nową odznakę prefekta naczelnego z powrotem. – Z jej rozważań wyrwał ją ponownie głos Ślizgona, który przyglądał się tej sytuacji z rozbawieniem.
            – Granger, jeśli miałaś cichą nadzieję na rzucanie się pod pociąg, to mogę ci powiedzieć, że jutro o jedenastej będzie kolejny! Wtedy możesz spróbować ponownie – dodał z nutką rozbawienia w głosie. – Jednak ten już będzie odpłatny, ale ty na pewno masz coś przy sobie? – Po tym jak zobaczył jej minę, doskonale wiedział, że tu Granger miał.
            – Nic ci do tego! Pilnuj lepiej swojego arystokratycznego nochala, a nie wtrącasz się w sprawy dorosłych! – Ostatnie zdanie zaakcentowała szczególnie. Chciała jeszcze coś dodać, gdy nad jej ramieniem przeleciało coś szarego. Spojrzała na górę i z radością rozpoznała Świstoświnkę Rona. Jednak chłopaki nie do końca o niej zapomnieli. Hermiona wyciągnęła ramię, na której usadowiła się sowa. U jej prawej nóżki był doczepiony mały zwitek papieru, zaś z lewej sowa miała przymocowany woreczek. Delikatnie zerwała kartkę i przeczytała, rozpoznając pismo Harry’ego.


Droga Hermiono!
            Bardzo się z Ronem o Ciebie martwiliśmy. Oczywiście powiedzieliśmy o tym zdarzeniu McGonagall i ona przekazała nam woreczek z proszkiem Fiuu. Twierdziła też, że rozmawiała ze Snapem i powiedziała nam, że Malfoya też nie było w pociągu i jeśli byłby przy Tobie, to kazała Ci przekazać żebyście razem przenieśli się do Hogsmeade i poczekali tam na peronie na pociąg. Mamy z Ronem oczywiście taką nadzieję, że tej fretki z Tobą tam nie ma. Czekamy więc z niecierpliwością na Ciebie. Ach, i adres kominka to FaithStreet 23.
Pozdrawiam Harry!
         
            Treść tego listu zdecydowanie poprawiła jej samopoczucie. Zdjęła woreczek z drugiej nóżki sowy i schowała go do kieszeni. Już nawet deszcz przestał być dla niej dokuczliwy. Musiała tylko znaleźć jakiś kominek i już się szykowała do odejścia, gdy nagle przypomniało jej się o Malfoyu, który zmagał się właśnie z przetransportowaniem swoich bagaży w miejsce, gdzie deszcz był mniej dokuczliwy. Przez sekundę rozważała taką możliwość by nie informować go o proszku, ale stwierdziła, że nie będzie zniżać się do jego poziomu. Podeszła, więc spokojnie do niego. Gdy usłyszał, że ona się do niego zbliża, odwrócił się w jej stronę.
            – Dostałam do profesor McGonagall proszek Fiuu, dzięki któremu mamy się przenieść do Hogsmeade i poczekać tam na pociąg – powiedziała pełnym obojętności tonem, nie zaszczycając go najmniejszym spojrzeniem. Jego głupia gęba zbytnio ją irytowała, a dzisiaj nie miała zamiaru się przez niego denerwować. Draco spojrzał na nią z niedowierzaniem, skrzywił się lekko i po czym zapytał.
            – Czemu mi to przekazujesz? Dobrze wiesz, że się nienawidzimy. Ja bym na twoim miejscu nigdy o tym nie powiedział swojemu wrogowi.
            – I tu się różnimy, Malfoy. McGonagall przekazała proszek zarówno mi, jak i tobie. Zrobiłam to tylko ze względu na nią i…
            – Taaa jaaasne – przeciągnął teatralnie blondyn. – Jeszcze może powiesz, że twoja Gryfońska duma nie pozwala na to bla bla bla… Znam te wasze gadki. – Blondyn uważał, że szlama po prostu boi się swojej opiekunki i tyle.
            – Jakbyś wiedział, a poza tym nie zniżę się do twojego formatu, a więc idziesz ze mną poszukać tego cholernego kominka, czy masz zamiar tkwić tu do nocy? – Wreszcie zdobyła się i spojrzała mu prosto w staloszare tęczówki. Hermiona zaczynała powoli tracić cierpliwość. Zresztą nic dziwnego, bo nawet pięć minut spędzonych w obecności jakiegokolwiek Ślizgona wyprowadzała ją z równowagi, a co dopiero Dracona.
            Chłopak nadal nie dowierzał Gryfonce, ale nie było czasu na dłuższe rozmyślenia. To również leżało w jego interesie, żeby się jak najszybciej dostać do Hogwartu, więc przystanął na propozycję dziewczyny, którą potwierdził pojedynczym skinieniem głowy. Mina Hermiony przybrała teraz odrobinę łagodniejszy odcień.
            – Już wiem, gdzie go znajdziemy. Chodź – dodał obojętnym tonem i zaczął zbierać bagaże.

1 komentarz:

  1. Łał. Te szczegóły są dość pikantne. :) Nie wierze, że Draco mógłby spojrzeć jakoś inaczej niż z grymasem na Hermione.

    OdpowiedzUsuń