4
Zmierzała pospiesznym krokiem ku Wielkiej Sali. Będąc w połowie drogi zobaczyła z daleka wyraźną sylwetkę profesor McGonagall. Choć wprawdzie planowała porozmawiać z nią dopiero po lekcjach, zdecydowała jednak uczynić to teraz. Im szybciej, tym lepiej.
– Przepraszam, pani profesor… – odezwała się zdyszana Gryfonka.
– Dzień dobry, panno Granger. W czym mogę o tak wczesnej porze pomóc? Czyżby coś się stało? – Na jej twarzy można było dostrzec widoczne ślady zaciekawienia.
– Chciałabym panią o coś poprosić – Hermiona postanowiła nie owijać w bawełnę i przejść do sedna sprawy. – Chciałabym, aby pani mi pozwoliła patrolować korytarze z kimś innym niż z Malfoyem… wiem, że ta prośba może się wydać absurdalna, ale jest ona dla mnie bardzo ważna. Jestem pewna, że nie wytrzymam z tym… – i tu zacisnęła zęby, żeby nie powiedzieć jakieś nieocenzurowanej ksywy względem Dracona. – Człowiekiem dłużej niż jeden wieczór. – Minerwa spojrzała na nią znacznym wzrokiem, jakby oczekiwała bardziej mądrzejszych argumentów.
– Czyżby pan Malfoy w jakiś sposób uprzykrzał ci życie?
– Nienawidzimy się… i jestem pewna, że to się nigdy nie zmieni, więc proszę dla świętego spokoju… niech pani pozwoli na tę wymianę. Nie będę sprawiać żadnego kłopotu. – Te słowa z pewnością skruszyłyby miękkie serce opiekunki Hufflepuffu. Niestety przy profesor McGonagall trafiła na granit. Zmarszczyła brwi, wykonała głęboki oddech i po czym odparła.
– Panno Granger, doskonale rozumiem twoje uprzedzenia, ale nie popieram żadnych wojem między domami. Jesteście praktycznie dorośli i z pewnością chcecie być tak również traktowani, więc proszę nie wychodzić do mnie z takimi dziecinnymi prośbami i podejść do sprawy z innej strony. – Po czym dodała, uśmiechając się lekko. – Uważam, że każdy konflikt można rozwiązać. Dlatego nie zmienię swojej decyzji odnośnie patroli, a teraz proszę mi wybaczyć. Mam jeszcze inne obowiązki. Do zobaczenia na zajęciach – powiedziała dobitnie i zostawiła zawiedzioną Hermionę samą na korytarzu.
– Niech to szlag! – krzyknęła, gdy nauczycielka się już oddaliła. Chciała kopnąć w ścianę, lecz zamiast tego uderzyła kogoś prosto w kość piszczelową.
❤⁑❤⁑❤⁑❤⁑❤
– Naprawdę wszystko z tobą w porządku, Neville? Może pójdziemy do skrzydła szpitalnego? Ach, tak mi przykro. Naprawdę cię nie widziałam… – Hermiona po stokroć przepraszała Longbottona na śniadaniu.
– Nie, Hermiono… to naprawdę nic takiego. Nic mi nie będzie i przestań przepraszać, bo zrobiłaś to już po raz setny. – Uśmiechnął się z zakłopotaniem.
Harry, Ron i Ginny dołączyli do nich po kilku minutach. Gryfonka dobrze wiedziała, że była im winna kilku wyjaśnień. Nie musiała na to długo czekać, kiedy Ron odezwał się pierwszy.
– McGonagall powiedziała nam wczoraj o twojej nowej kwaterze. Percy też dostał swoje prywatne dormitorium jak został prefektem naczelnym. Mówił, że to fajna sprawa.
– Jednak będziesz nas odwiedzać? – spytała z niepokojem Ginny.
– A co myślałaś, że nie? Głuptasie. – Rozpromieniła się brązowowłosa. – Niestety nie pozbędziecie się mnie tak łatwo. – Na to wszyscy się roześmieli.
– Miono, opowiadaj! Kiedy masz patrole? Jesteś z tym Jessem z Ravenclawu tak?
– Już nie – Cały dobry humor nagle wyparował z niej. Spuściła głowę. W kilku zdaniach opisała wczorajszą potyczkę z Malfoyem (omijając oczywiście sprawę z komplementem) i nieodwracalną decyzję McGonagall.
– Próbowałam z nią nawet dzisiaj porozmawiać, ale się nie zgodziła na wymianę. Twierdziła, że każdy konflikt można rozwiązać. Wyobrażacie to sobie?
– Z Malfoyem? Nigdy – odpowiedzieli chórem przyjaciele, jednocześnie trzęsąc głowami.
❤⁑❤⁑❤⁑❤⁑❤
Julie właśnie spieszyła się na śniadanie. Obwiniała swoje nowe współlokatorki, które trajkotały prawie całą noc. Dzięki im nie mogła wczoraj zmrużyć oka. Na dodatek skręciła nie tam gdzie trzeba i przechodziła już trzeci raz koło tej samej zbroi. Julie nigdy nie miała dobrej orientacji w terenie. Zła i spóźniona zaczęła już biegać. Nagle za rogu wpadła na coś miękkiego, a raczej na kogoś. Był to Crabbe. Przy nim byli jeszcze standardowo Goyle, Multon i Zabini.
– Uważaj gdzie łazisz, gówniaro! – warknął Vincent.
Julie poprawiła szatę i spojrzała wyzywająco na resztę.
– Osobiście radziłabym tobie dobrać lepiej słowa, bo może cię spotkać niemiła przygoda – powiedziała spokojnie niebieskooka.
Pierwszy zaśmiał się Blaise. Pewnie, dlatego, że sens jej słów dotarł do niego pierwszy. Zaraz do niego dołączyła reszta. Już po kilku sekundach na korytarzu rozległ się donośny ryk Ślizgonów. Chłopaki wręcz skręcali się ze śmiechu. Folison trzymał się kurczowo ściany, żeby nie runąć na ziemię, a Zabini zaczął ścierać łzy z policzków. Tylko jakoś Julie nie było do śmiechu. Starała się zachować spokojnie, ale jej oczy ciskały gromy, a twarz zaczerwieniła się od gniewu. Gdy się trochę uspokoili, odezwał się Zabini.
– Wybacz, mała, ale to prędzej ciebie może spotkać, że tak ładnie ujęłaś niemiła przygoda. – Roześmiał się szyderczo i po czym ciągnął dalej. – Nie licząc to, że jesteśmy na szóstym roku, a ty nawet nie miałaś ani jednej lekcji, to jeszcze mamy przewagę liczebną.
– A możesz mi powiedzieć gdzie ujrzałeś tych szóstoklasistów, bo ja widzę przed sobą tylko cztery nieociosane kołki.
Teraz sytuacja potoczyła się bardzo szybko. Gdy tylko zobaczyła jak zbliżają się do niej osiłki Malfoya, musiała natychmiast zareagować. Wyciągnęła różdżkę i wycelowała w podłogę. Pod ich nogami pojawiła się zielona, obrzydliwie cuchnąca maź, która po kontakcie tworzyła niesamowicie silny środek poślizgowy. To uziemiło dwóch Ślizgonów na dobre. Gdy Goyle poczuł, że traci grunt pod nogami, złapał się kurczowo Crabbe'a i pociągnął w stronę szybko rozprzestrzeniającej mazi. To był błąd, ponieważ Vincent runął swoim cielskiem na Gregoryego. Zabini i Multon zdążyli w miarę szybko odskoczyć od podejrzanej substancji i zaczęli wyciągać różdżki. Julie wiedziała, że nie poradzi sobie z dwoma przeciwnikami na raz, dlatego musiała zająć się nimi szybciej, niż zdążą zareagować.
– Ekspulsjo! – Żółty strumień z różdżki trafił w przestrzeń pomiędzy dwoma Ślizgonami. Przez parę sekund nic się nie działo, ale po chwili rozległ się potężny huk, który odepchnął chłopaków od siebie tak, że każdy wylądował na innym końcu korytarza.
– Ty cholerna gnido, skąd ty… – wycedził Zabini, łapiąc się za obolałą głowę.
– To, że nie miałam jeszcze żadnej lekcji zaklęć za sobą, nie znaczy, że nie potrafię się bronić przed takimi idiotami.
– Hej, co tu się dzieje?
Nagle zza zakrętu wyłoniła się Pansy Parkinson. Obecny stan jej koleżków wstrząsnął nią niesamowicie. Z wielkim zdziwieniem zlustrowała najpierw zakłopotanych goryli, potem ujrzała Diabła i Folisona, którzy próbowali z całych sił wstać. Na końcu spojrzała na blondynkę, która nadal miała ściśniętą w dłoni różdżkę. Gdy dotarło do niej, że to właśnie Julie ich tak urządziła, parsknęła śmiechem.
– Co cię tak do cholery śmieszy? – warknął Zabini.
– Nic, po prostu bawi mnie to, że taka mała dziewczynka dała takim dużym chłopcom mocno w kość. Chodź Julie. Z pewnością już jesteś głodna.
❤⁑❤⁑❤⁑❤⁑❤
– Hej, przyuważyłaś już jak ten McLaggen się na ciebie patrzy? – mruknęła Ginny do Hermiony, tak żeby inni tego nie słyszeli. Spojrzała w stronę ciemnego blondyna i rzeczywiście. Niemal z pożądaniem rejestrował każdy jej ruch. Musiała przyznać, że było to bardzo kłopotliwe. Może, dlatego, że Gryfonka nie była przyzwyczajona do takiego zachowania ze strony płci przeciwnej. Nigdy jeszcze nie miała żadnego chłopaka. Owszem był krótki epizod z Krumem, ale poza kilkoma nieznaczącymi pocałunkami, nic nie było, a kontakt zakończył się wraz z jego wyjazdem (jeśli nie licząc jego listów, które przychodziły w długich odstępach czasowych).
– Tak, ale nie wiem, czego on ode mnie chce. Jakoś nie pamiętam żebym mu zalazła za skórę – odparła z przejęciem.
– Nie wiesz, co to znaczy? Widocznie przebywanie blisko Malfoya naprawdę ci nie sprzyja. To oznacza, że mu się podobasz. – Uśmiechnęła się zawadiacko ruda.
– To niedorzeczne, Ginny. Przez te wszystkie lata nie zaszczycał mnie nawet spojrzeniem, a teraz nagle mu się spodobałam? To pewnie jakiś głupi zakład albo…
– Ach Miona, czy ty tego nie rozumiesz? Przez te wakacje stałaś się naprawdę piękną dziewczyną i chłopacy również zaczynają to dostrzegać.
Hermiona miała już odpowiedzieć, gdy nagle zobaczyła, że Malfoy wkroczył do Wielkiej Sali. Dziwnie to wyglądało, gdy blondyn nie był w towarzystwie swojej świty. Przyjrzała się jego twarzy i z ulgą stwierdziła, że jej wczorajsze ataki nie zostawiły na nim widocznych śladów. Nadal miała wyrzuty sumienia z powodu wczorajszej potyczki. Jeszcze do dzisiaj nie wiedziała, co w nią wtedy wstąpiło. Przecież jest zawsze ostatnią osobą, która uciekała się do takich prymitywnych sposobów. Gdy przechodził koło jej stołu, zerknął krótko w jej stronę. Z jego twarzy mogła odczytać tylko chłodną obojętność. Szybko jednak odwrócił wzrok i przeszedł do stołu Ślizgonów. Usiadł koło Parkinson, która rozmawiała z tą nową dziewczynką. Nalał sobie soku dyniowego i nałożył trochę jajecznicy z bekonem.
– Naprawdę nie mogę uwierzyć, że byłaś w stanie ich załatwić. Skąd ty się nauczyłaś takich trudnych zaklęć? – Pansy jak zwykle trajkotała jak najęta.
– Oni po prostu uważali, że nic nie potrafię, dlatego stracili czujność, a co do zaklęć, to przed wyjazdem do Hogwartu tata nauczył mnie co nieco. – Roześmiała się szeroko i puściła do niej oko.
– Hehe. Dałabym sobie rękę uciąć, że był w Slytherinie, bo tylko prawdziwy Ślizgon wpajałby swojej córeczce takie perfidne sztuczki – odparła pewnie mopsica.
– Być może – odpowiedziała tajemniczo. – Ale wybacz muszę się zbierać. Mam pierwsze eliksiry, a nie chcę się spóźnić.
– Nie martw się. Nawet jak się spóźnisz, to nam i tak nic nie zrobi, ale jak musisz, to leć.
– Dobrze, to do zobaczenia.
Draco słuchał uważnie całą rozmowę i gdy Julie się oddaliła, zapytał Pansy wprost:
– Wiesz może, kogo ta mała cholera miała niby załatwić? – Nie wiedział dlaczego, ale ta sprawa bardzo go intrygowała. W końcu mógł oderwać swoje myśli od wczorajszego dnia. Tamtej nocy nie mógł zmrużyć oka i nic dziwnego. W końcu szlamie udało się go wczoraj dwukrotnie upokorzyć. Raz przy ciotce Marget, choć to dla niego mniejsza tragedia. Siostra Lucjusza została z przed wielu lat wykluczona z rodziny i jego kontakty z nią ożywiają tylko wtedy, gdy Ślizgon znajdował się w jakiś tarapatach. Gorzej było z tą całą sytuacją w pokoju wspólnym, w którym jego nos miał przyjemność poznać jej małe piąstki. Najtragiczniejsze było to, że ta chamka zrobiła to przy tym lalusiu Horneyu. Nie chodzi o to żeby jego zadanie go zbytnio interesowało czy coś, ale Jess mógł to rozgadać do innych, a biorąc pod uwagę, z jaką prędkością rozprzestrzeniają się tu w tej budzie plotki, to do południa będą go już wytykać palcami.
– Hahaha… kochanie, dowiesz się na lekcjach – Pansy próbowała pogładzić jego jasne włosy, ale Draco się w porę odchylił przed jej ręką. Z obrzydzeniem musiał stwierdzić, że kolor jej paznokci był dzisiaj strzelisto różowy.
❤⁑❤⁑❤⁑❤⁑❤
Pierwszą lekcją dla szóstoklasistów miało być zielarstwo. Wszyscy skierowali się do cieplarni, gdzie zwykle odbywały się zajęcia. W środku było jak zwykle gorąco, duszno, a zapach pozostawiał wiele do życzenia, dlatego niezwykłą ulgą było dla wszystkich, kiedy zajęcia się wreszcie skończyły. Następnie udali się do klasy, w której odbywały się zazwyczaj zaklęcia. Już na zielarstwie Malfoy zdążył zauważyć, że część jego świty wyglądała bardzo markotnie. Crabbe i Goyle mieli takie miny, jakby byli na przymusowym głodzie. W sumie niezbyt to Ślizgona dziwiło, bo w końcu nie przyszli na śniadanie, ale jak zauważył, że Diabeł i Multon zachowywali się podobnie, to dawało mu trochę do przemyślenia. Podczas obiadu postanowił zagaić przyjaciela.
– Hej, o co wam biega? Macie takie miny, jakby wam jakaś laska butem przyłożyła. – To miał być tylko niewinny żart, ale na chłopaków podziałał jak płachta na byka.
– Widzę, że cię to bardzo śmieszy, co nie? – Zabini wręcz kipiał ze złości. – W końcu to nie na co dzień zdarza się być pobitym przez jakiegoś sralucha.
Draco był lekko zdezorientowany. Nigdy się nie spodziewał, że jego dowcip okaże się prawdziwy. Gdy Pansy zachichotała, zrozumiał już o kogo jej wtedy chodziło. W sumie musiał przyznać, że ta mała miała niezły tupecik, zadając się najgorszą elitą szkolną. To zachowanie przypominało mu bardziej Gryfona, niż Ślizgona, bo tylko ta idiotyczna grupa biegnie na oślep i naraża swoje życie, nie dbając w ogóle o własne bezpieczeństwo. Oczywiście miał na myśli pewną trójkę. Żałosnego Wybrańca Głuppotera, który miał czelność znowu przeżyć, jego kolegę Weasleya, pasożyta, który nie ma nawet kasy na zakup nowych skarpetek (nie wspominając o płynie do ich mycia) oraz królową Szlam, wszechwiedzącą i wszędobylską Granger. Spojrzał akurat w ich stronę. Potter dyskutował zawzięcie z Finniganem, Weasley wchrzaniał swoją zapiekankę tak, jakby mu miała za chwilę uciec sprzed nosa, a Granger flirtowała z McLaggenem.
– Chwileczkę. Coś tu nie gra. Granger i flirty?
❤⁑❤⁑❤⁑❤⁑❤
– Mogę się dosiąść? – zapytał Cormac, wpatrując się namiętnie w brązowe tęczówki Gryfonki. Dopiero teraz przyuważyła, że miejsce, które poprzednio zajmowała Ginny jest wolne, a ruda po prostu siedziała nieco dalej.
– Ty wredna małpo – pomyślała zawzięcie Hermiona – Jak chcesz mieć flirty, to będziesz je miała i tak zobaczysz, że popełniłaś błąd.
– Jasne siadaj! – Uśmiechnęła się, wskazując na wolne miejsce.
McLaggen przysiadł się wygodnie obok Hermiony i nie zważając na mordercze spojrzenie Rona, zagadał dziewczynę ponownie.
– Jesteś Hermiono Granger z szóstego roku tak?
– Tak i z pewnością dużo o mnie słyszałeś prawda? – Hermiona zdążyła już poznać te chwyty.
– Właściwie to niewiele i dlatego chciałbym to bardzo zmienić – odparł i po czym przysunął swoje usta do ucha dziewczyny i szepnął czule – Jesteś bardzo intrygującą osobą. Hermiona spłonęła rumieńcem, a Ron zakrztusił się w tej chwili makaronem i począł się dusić. Harry, chcąc uratować przyjaciela, klepnął go kilka razy po plecach. Hermiona zaś podała mu szybko puchar z sokiem. Gdy Ron opanował wreszcie kaszel, odparł z ulgą.
– Uff, dzięki. Uratowaliście mi życie.
Hermiona zwróciła się znowu do Cormaca.
– Wiesz, muszę cię przeprosić… przypomniało mi się, że muszę jeszcze czegoś poszukać w bibliotece. – Potem odwróciła się do chłopaków. – To zobaczymy się historii magii.
– Tylko nie spóźnij się – krzyknął jeszcze za nią jeszcze Harry.
❤⁑❤⁑❤⁑❤⁑❤
Nie udała się jednak do biblioteki. Obawiała się, że McLaggenowi może przyjść do głowy żeby za nią podążyć. Obejrzała się jeszcze raz za siebie, sprawdzając czy nikt jej nie śledził, po czym skręciła do jakieś starej nieużywanej klasy. Chciała być przez chwilę sama. Usunęła kurz z ławki i usiadła na niej, wpatrując się w nieumyte okno. Opierając głowę na dłoniach rozmyślała nad swoją sytuacją. Zastanawiała się nad swoimi nieszczęsnymi amantami. Wcześniej narzekała na brak zainteresowania ze strony płci przeciwnej, a teraz nie może się wręcz od nich oganiać. Wczoraj Jess, a dzisiaj Cormac. Nie liczyła już żałosnych podchodów Rona, czy głupich zaczepek mugolskich chłopaków na ulicy. Najgorsze było to, że ani jeden nie był w jej typie. Przy żadnym nie czuła przysłowiowych „motylków w brzuchu”, które występowały standardowo u zauroczonych.
– Co z tobą, Granger, przeraziło cię zachowanie McLaggena? Uciekłaś, bo myślałaś, że rzuci się na ciebie w Wielkiej Sali? – Hermiona nie musiała się nawet zastanawiać, kto to powiedział, ponieważ znakomicie znała przepełniony sarkazmem głos Malfoya. Jeśli chodzi o ciche skradanie się za plecami, to Draco miał do tego zdecydowanie smykałkę. W końcu był w Slytherinie. Chłopak stał, opierając się o ścianę ze skrzyżowanymi rękami na piersiach. Na jego twarzy przylepiony był jak zwykle wredny uśmieszek. Widocznie przeszło mu po wczorajszym starciu. Gryfonka postanowiła zastosować inną taktykę na Malfoya. Będzie go traktować jak powietrze. Po wczorajszym dniu stwierdziła, że jej kąśliwe riposty są dla niego doskonałą pożywką, więc teraz będzie go trochę „głodować”. W końcu obojętność jest okrutniejsza niż nienawiść. Nienawidząc kogoś, okazuje się wrogowi bardzo silne uczucia, może nawet potężniejsze od miłości. Obojętność nie zawiera żadnych odczuć i dlatego boli bardziej niż nienawiść. Wstała z ławki, otrzepała swoje szaty, wzięła torbę i wyszła z klasy, nie zaszczycając jego nawet najmniejszym spojrzeniem. Tak zostawiła kompletnie osłupionego Ślizgona samego. Hermiona doskonale wiedziała, że Draco nie znosi tego typu zachowania. Każdy wiedział, że Malfoy czuł się najlepiej, kiedy znajdował się w centrum zainteresowań. Dlatego nie zdziwiła się, kiedy usłyszała brzdęk stłuczonej szyby po jej wyjściu.
– Pewnie wyżył się na nieszczęsnej gablotce goblinów – zachichotała cicho.
❤⁑❤⁑❤⁑❤⁑❤
Pojawił się na lekcji z dziesięciominutowym spóźnieniem. Oczywiście nie omieszkał każdego poinformować o swoim wejściu. Nawet mu się to udało, gdyż wszyscy, łącznie z profesorem Binnsem wlepili w niego wzrok. Oczywiście wyjątkiem była Hermiona, która ze stoickim spokojem przeglądała nadal swój podręcznik. Nie oglądała się za siebie, choć mogła prawie odczuć jak jego nienawistny wzrok pali jej kark. Po kilku sekundach Malfoy zajął swoje stałe miejsce i profesor kontynuował swój nudny wykład na temat pierwszego powstania wampirów.
– Widziałaś jak się na ciebie patrzył. Nie wiem co mu zrobiłaś, ale jego mina była bezcenna – szepnął do niej Ron.
– Nie mam pojęcia, co się w jego chorym umyśle dzieje – skłamała. – A teraz nie przeszkadzaj mi, bo ktoś tu musi zrobić notatki.
Gdy Ron wrócił do swojej drzemki, Hermiona przyuważyła, jak coś się materializuje na jej stole. Była to zwykła kartka wyrwana z pergaminu. Gryfonka dobrze wiedziała, kto jej to przysłał, dlatego zamiast przeczytać treść, podarła ją teatralnie w taki sposób, aby blondyn to dobrze zobaczył i wróciła do pisania notatek. Lecz on nie dał jej za wygraną, gdyż po chwili na jej stole zmaterializował się cały tuzin karteczek. Papierki pokryły nawet śpiących chłopaków tak, że nie było ich praktycznie widać. Jednak Hermiona wyciągnęła różdżkę i pozbyła się liścików w ciągu kilku sekund. Malfoy był jednak bardzo uparty, gdyż irytujące karteczki zmaterializowały się z taką siłą, że i tym razem, Hermiona była również pokryta pergaminem. W klasie rozległy się pojedyncze chichoty.
– Co do cholery? – Ron czuł, że tracił już powietrze, zerwał się na równe nogi. W tym czasie Gryfonka pozbyła się wszystkich karteczek, poza jedną. Profesor Binns na szczęście nie zobaczył białej liścikowej góry Malfoya. Widział tylko czerwonego na twarzy Rona, który stał na środku klasy.
– Czy ma nam pan coś ciekawego do powiedzenia na temat dzisiejszej lekcji, panie Weasley? – Klasa wrzasnęła śmiechem.
– N… nie, panie profesorze – wymamrotał Ron. Spuścił pokornie głowę i usiadł z powrotem na swoje miejsce. Tymczasem Hermiona, która chciała uniknąć niepotrzebnego zamieszania i późniejszych nieporozumień, otworzyła zwitek papieru. Pismo było bardzo schludne napisane czerwonym atramentem, czyli jej ulubionym kolorem. Tylko treść nie była piękna.
Jeszcze Cię przytemperuję, Granger.
D.M.
Zaczęła się cichutko do siebie śmiać. Już dawno Ślizgon ją tak nie rozśmieszył. Z tej całej euforii nie przyuważyła obok siebie srebrnoszarej postaci profesora Binnsa, który patrzył na nią znacznym wzrokiem.
– Czy mój dzisiejszy wykład aż tak pani nudzi? Proszę mi pokazać tę korespondencję. Chciałbym zobaczyć, co tak panią śmieszyło. – Hermiona bardzo chętnie pokazała liścik, ponieważ chciała żeby profesor również zobaczył te śmieszne pogróżki. Myślała, że tym razem mu się oberwie, lecz myliła się. Gdy pergamin przeszedł do ręki profesora Binnsa, zauważyła, że treść się szybko zmieniła. Jednak to nie był tylko zwykły zwitek papieru. Malfoy dobrze zadbał to, by liścik nie trafił w niepowołane ręce. Nie zdążyła zobaczyć, co tam pisało, ale znając blondyna, to na pewno coś niemiłego. Teraz modliła się w duchu, aby profesor okazał się wyrozumiały i nie przeczytał tego na głos. Jednak Binns tylko uśmiechnął się pod nosem i odparł cichutko, oddając karteczkę.
– Może wydać to się dziwne, ale doskonale rozumiem pani sytuację. Muszę przyznać, że mam nawet słabość do zakochanych – odparł serdecznym głosem, oddając Gryfonce karteczkę. Dopiero teraz miała okazję przeczytać treść, która byłe jeszcze bardziej przerażająca, niż myślała.
Kocham Dracona Malfoya duszą i ciałem do końca moich dni.
Nie wytrzymała i odwróciła się w stronę Ślizgona, który tryumfował. Tym razem to mina Hermiony była bezcenna, przynajmniej dla Dracona. Była czerwona aż po cebulki włosów. Musiał przyznać, że wyglądało to nawet… uroczo. Jej spojrzenie rozjuszonej kotki też było niczego sobie. Gdyby wzrok mógł zabijać, z pewnością byłby już martwy. Draco machnął lekko różdżką i na karteczce pojawiła się kolejna wiadomość.
To dopiero początek, Granger. Pamiętaj, że każda zniewaga krwi wymaga.
Gryfonka nie została Malfoyowi dłużna i natychmiast nabazgrała kilka słów, nie dbając nawet w najmniejszym stopniu o estetykę pisma. Gdy skończyła, przeniosła niepostrzeżenie kartkę do blondyna. Odwróciła się i śledziła jego zachowanie.
Jak na razie marnie Ci to wychodzi Ty zapchlono fretko! Ale proszę, chcesz wojny? Będziesz ją miał!
PS. O 23:00 mamy patrol, więc szykuj się.
Draco już się nie mógł doczekać wspólnego patrolu. Jeszcze nigdy nie czuł takiej chęci w dokopaniu Gryfonce. Po raz pierwszy w życiu przestało go bawić dokuczanie Pottera i Weasleya. Postanowił w tym roku całą swoją uwagę skupić na szlamie. Z biegiem czasu zrozumie swój błąd, ale wtedy już będzie za późno…
Pierwsza ^^ Świetny rozdział! Kurde nie mogę się doczekać ich wspólnego patrolu *^* DAWAJ KOLEJNY ROZDZIAŁ :D Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń