niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 6

„Melodia mojego życia, ambiwalencja mych uczuć.”

6

            Od tego nieprzyjemnego zajścia minęły dwa tygodnie. Hermiona ograniczała kontakty z Malfoyem do minimum. Ignorowała go na lekcjach i nie zważała na jego zaczepki. Nawet jej to w miarę wychodziło. Najgorsze były wspólne patrole, które odbywały się co drugi wieczór. Prawie każde takie spotkanie kończyło się na kłótniach i wyzwiskach, jednak nie o tak drastycznych skutkach, co wtedy. W międzyczasie zdążyła poznać Lisę Rowney, która była prefektem naczelnym Hufflepuffu. Dziewczyna podobnie jak Jess uczęszczała do ostatniej klasy. Była drobną i szczupłą blondynką o spokojnym i zrównoważonym charakterze. Jej rodzice są uzdrowicielami i pracują w św Mungu. Również Lisa chciałaby w przyszłości pójść w ślady rodziców. Puchonka rzadko kiedy przebywała w pokoju wspólnym prefektów naczelnych. Zazwyczaj siedziała w swoim dormitorium lub u koleżanek. Hermiona też nie miała zbyt wiele czasu, żeby przebywać ze swoimi przyjaciółmi. Nauczyciele byli w tym roku niezwykle surowi. W szczególności dotyczyło to uczniów, którym niezbyt poszły SUMy. Profesor Snape przekroczył w tym roku kolejny stopień w dziedzinie złośliwości i niesprawiedliwości, co nie było dla Gryfonów żadną nowością, zwłaszcza dla Harryego. Nowy nauczyciel obrony przed czarną magią nie okazał się wcale lepszy do Snape'a. Jego uroda była wprost proporcjonalna umiejętności – czyli niesamowita. Na lekcjach nie ukrywał swojej niechęci do byłych, śmieciożerców i odnosił się z niezwykłą złośliwością do Ślizgonów,  u których rodzice służyli Voldemortowi. Hermiona właśnie siedziała w bibliotece i pisała kolejne wypracowanie dla profesora Darrena, kiedy nagle profesor McGonagall podeszła do jej stolika.
            – Chciałam pani przekazać ważną informację odnośnie dzisiejszego patrolu. Pan Malfoy ma ważne spotkanie rodzinne i być może nie dotrze na czas. Czy mogłaby pani dzisiaj sama patrolować?
            – Oczywiście nie ma sprawy. – odpowiedziała trochę zdezorientowana.
            Dopiero, gdy opiekunka odeszła, Gryfonka skapnęła się jaką głupotę zrobiła, ale od tego nie było już powrotu. Mimo że Draco działał jej podczas patroli niesamowicie na nerwy, to miało to też swoje plusy. Sprzeczki odciągały jej uwagę od ciemności, której się obawiała.

❤⁑❤⁑❤⁑❤⁑❤

            Draco nie przepadał za typowymi rodzinnymi uroczystościami. Nie miał ochoty iść na kolejną nudną i sztywną imprezę. Nawet nie wiedział z jakiej okazji jest ona robiona. Zdawał sobie jednak sprawę, że każdy sprzeciw odbijał się na jego nieszczęsnej matce, więc poszedł tam tylko ze względu na nią. Pan Malfoy w zadziwiającym tempie zrehabilitował się w oczach społeczności magicznej. Ten, który niegdyś był najwierniejszym sługą Voldemorta w cudowny sposób przekonał wszystkich o swojej niewinności i zajął ponownie posadę w Ministerstwie Magii. Co prawda nie był już na takim wysokim stanowisku co kiedyś, ale to była tylko kwestia czasu kiedy zaawansuje. Draco co prawda nie wiedział, w jaki sposób jego stary to osiągnął, ale szczerze… wolał tego nie znać. Jego stosunki z ojcem po wojnie się znacznie ochłodziły. Nigdy nie chciał wstąpić w szeregi sługusów Voldemorta. Gdyby nie groźby ojca i lamenty matki, w życiu by się nie przyłączył do tych psycholi. Wolał być bardziej na miejscu Czarnego Pana, niż mu służyć. Ostatecznie to on przyczynił się w dużej mierze do jego upadku. Podobnie jak Snape pracował zarówno dla niego, jak i dla Dumbledor'a. Gdyby nie jego informacje, to stary drops wraz z Potterem by już dawno wąchali kwiatki od spodu na księżycu. Oczywiście zastrzegł sobie aby ktokolwiek się o tym dowiedział. Nie chciał płynąć w tym samym blasku sławy, co Potter. Już na samą myśl o tym dostawał torsji. Po niesmacznej zresztą kolacji udał się w wraz z profesorem Snape'm do jego gabinetu i za pomocą sieci Fiuu błyskawicznie przeniósł się do wielkiej posiadłości Malfoyów. Ojciec jak zwykle przywitał go w chłodnym stylu, do czego chłopak zdążył już się przez lata przyzwyczaić. Matka jak zwykle trzymała się na uboczu i odzywała się tylko w konieczności. Zarówno Draco, jak i Lucjusz nie wyobrażali sobie żeby Narcyza się kiedykolwiek bezkarnie sprzeciwiła. Nie cierpiał w niej tej uległości. Owszem podobnie jak ojciec lubił podporządkować sobie kobiety, jednak nie miałby nic przeciwko żeby to one też od czasu do czasu miały coś do powiedzenia. To dodaje w związku pikanterii. Takie uległe dziewczyny pokroju Pansy, były dla niego zupełnie aseksualne i nudne zarówno w życiu jak i w łóżku. Gdy skierowali się w stronę elegancko zastawionej jadalni, blondyn postanowił zagadnąć ojca.
            – Z jakiegoż to dzisiaj powodu świętujemy, ojcze? – zapytał pewnym siebie tonem. Kątem oka zerknął na stół, który był zastawiony dla trzech dodatkowych osób.
            – Dzisiaj jest dla nas wyjątkowy dzień. Od tego spotkania będzie zależeć nasza przyszłość, więc chciałbym abyś był miły dla gości – odparł chłodnym tonem.
            – A któż ma nas dzisiaj zaszczycić swoją obecnością? – zapytał sarkastycznym tonem młody blondyn.
            – Dokładnie za pół godziny przybędzie tu Minister Magii z Francji, wraz z małżonką i córką. Chciałbym abyś był dla tej ostatniej wyjątkowo miły. Państwo Dufage należą do jednej z najszlachetniejszej i najstarszej rodziny czystej krwi – odpowiedział wyniośle pan Malfoy.
            – No pięknie. Zerwałem superokazję w dokuczaniu Granger dla niańczenia francuskiej laluni. Jezu najsłodszy Armagedon.

❤⁑❤⁑❤⁑❤⁑❤

            W tym czasie, w którym Draco przeklinał w najlepsze swoją ucztę, Hermiona i Ginny wracały z kolacji. Od tej akcji z McLaggenem, Gryfonka unikała go jak ognia. Na posiłkach siadała specjalnie jak najdalej od niego, a gdy zaczepiał ją na korytarzu, zbywała go szybko jakimś tanim pretekstem. Jednak Cormac był twardym zawodnikiem i nie dawał się tak szybko spławić i zanim Gryfonka się zorientowała, to McLaggen siedział już obok niej, spychając Nevilla w drugą stronę. Nie tylko ona miała z nim problemy. Również Harry, który został w tym roku kapitanem drużyny Gryfonów miał z nim kłopoty podczas rekrutacji. Dzisiaj Cormac postanowił już nie owijać w bawełnę, tylko przejść do konkretów.
            – No nie wiem czy dobrze postąpiłam zgadzając się, Ginny – odparła markotnie Hermiona.
            – Czemu? No spotkaj się z nim najpierw, a potem możesz ocenić. Przecież nie musisz za niego od razu wychodzić. Gdy tak będziesz każdego traktować, to zostaniesz w końcu sama. Wyluzuj się i będzie dobrze – doradzała jej ruda. – To kiedy macie się spotkać?
            – W sobotę o 17:00.
            – To już za 3 dni. Musisz się ładnie ubrać, ale o to już się nie martw. Ja się tym zajmę – odparła wesoło.
            Hermiona nie miała dobrego przeczucia odnośnie spotkania, ale zdecydowała, że jakoś przez to przebrnie. W końcu to tylko zwykła randka. Nic mu nie będzie obiecywać. Gdy rozstała się z Ginny na korytarzu, już więcej nie rozmyślała o McLaggenie.

❤⁑❤⁑❤⁑❤⁑❤

            Draco w swoim szesnastoletnim życiu widział już wiele brzydkich kobiet, ale to co zobaczył na kolacji, przewyższało jego najśmielsze oczekiwania. Dulcynea (bo tak się nazywała jedyna córka państwa Dufage) była żeńską wersją Quasimoda i pierwszą dziewczyną, przy której waga idzie w parze ze wzrostem. Ale jej przerażająca tusza i niski wzrost nie były takie straszne jak reszta. Na plecach miała niewielki garb. Twarz dziewczyny była pokryta licznymi piegami i pryszczami. Jej włosy przypominały wybuch bomby w fabryce miedzianego drutu. Ślizgon już nie liczył jej koślawego chodu, krzywych zębów czy różowej sukienki szytej z plandeki. Najgorsze było to, że przez całą kolację musiał siedzieć naprzeciwko tej maszkary. Jej rodzice wyglądali zupełnie normalnie. Matka Dulcynei była szczupłą i wysoką szatynką, zaś ojciec był tęgim i niskim brunetem. Cała trójka doskonale operowała językiem angielskim, więc nie było problemu z komunikacją. W rozmowie uczestniczyli głównie Lucjusz i pan Dufage. Draco wolał nie włączać się do tej bezsensownej dyskusji i jakoś przecierpieć do końca posiłku. Nawet by mu się to udało, gdyby rozmówcy nie weszli przypadkowo na jego temat.
            – Wiesz, jak patrzę na ciebie i twojego syna, to muszę przyznać, że wasze podobieństwo jest zadziwiające. Wychowałeś naprawdę przystojnego chłopaka, Lucjuszu – zarechotał pan Dufage. – Myślę, że razem z naszą Dulcyneą wyglądaliby przepięknie.
            W tym samym czasie Draco o mało nie wypluł zmieloną pieczeń z ust. A więc to z tego powodu ta cała szopka. Rodzice chcieli go zaręczyć z prosiakiem, przy którym Parkinson jest pięknością. Lucjusz spodziewał się, że za chwilę może nastąpić wybuch, postanowił zadziałać szybko, zanim sytuacja wymknie mu się spod kontroli.
            – Draco, może pokażesz pannie Dulcynei swój pokój. Myślę, że będzie zachwycona – zaczął nerwowo Lucjusz.
            – Jedynie co mogę jej pokazać, to tylko wyjściowe drzwi, ojcze – rzucił spokojnym tonem, nie spuszczając wzroku z rodzica. Przez kilka sekund rozległa się kompletna cisza. Oczy Dulcynei zeszkliły się, a jej usta zaczęły drgać. Narcyza skuliła się tak, jakby miała się zaraz schować w mysią dziurę. Państwo Dufage spoglądali ze zdziwieniem w stronę Dracona. Ta niepokojąca atmosfera została przerwana przez Lucjusza.
            – Ach, cały mój syn. Niezły z niego dowcipniś. Ciągle nabiera nas swoimi skeczami – zachichotał pan Malfoy. Pan Dufage widocznie połknął ten kiepski żart. Zaśmiał się głośno i poklepał Lucjusza po ramieniu. Potem odparł, ścierając z policzków łzy.
            – Masz rację. Twój syn był taki przekonujący, że nadawałby się świetnie na aktora. Pomyśl o tym. No, ale teraz zmykajcie gołąbeczki. Pewnie macie sobie dużo do powiedzenia.
            Draco wstał i skinął w stronę Dulcynei, która poczłapała za nim. Oczywiście nie miał zamiaru zaprowadzić jej do swojego pokoju. Jeszcze żadna dziewczyna, którą przyprowadzał do domu nie była godna postawić nawet nogi w progu jego królestwa. Tym bardziej jakaś rudo–różowa Georgetta, korzystająca z usług psiego fryzjera. Dlatego przyprowadził ją do małego saloniku, który sąsiadował z jego pokojem. Pomieszczenie było niewielkie, ale za to stylowe i przytulne. Malfoy wskazał ręką na kanapę znajdującą się tuż przy dużym oknie. Już po chwili Dulcynea usiadła na sofie, a obok niej Ślizgon. Draco nie palił się do rozmowy. Niezręczną ciszę przerwała więc Dulcynea.
            – Masz... kogoś? – wybełkotała, wpatrując się w ziemię. Było to bardziej stwierdzenie niż pytanie. Draco miał 3 sekundy na analizę odpowiedzi. Mógł powiedzieć nie, albo nie dopowiadać, albo zadać pytanie pytaniem, albo...
            – Tak – wypalił, po czym dodał szybko. – Ale nikt z rodziny o tym nie wie.
            – Szczęściara – dodała cichutko, uśmiechając się po nosem. – Też miałam kiedyś chłopaka. Tak, wiem co myślisz. Pewnie uważasz, że nikt by się za taką tłustą nie obejrzał, ale kiedyś byłam inna. – Draco miał wyjątkowe szczęście do żalących się dziewczyn. Praktycznie tylko na takie natrafiał. Nie miał jednak siły żeby jej przerywać. Skinął tylko leniwie głową na znak żeby kontynuowała. – Poznaliśmy się w Beauxbatonie. Był przystojny, wysportowany inteligentny i czarujący. Jednak nie mogliśmy być razem. Niestety on urodził się w rodzinie mugoli i dobrze wiesz jak się takie osoby traktuje w naszym środowisku. Musieliśmy się rozstać, a teraz zdążył się już związać z inną dziewczyną – dodała rozpaczliwym tonem, zatapiając twarz w swoich tłustych dłoniach. Draco wyraźnie dostrzegał jak próbuje walczyć ze swoimi emocjami.
            – Jesteś żałosna – odpowiedział szczerze. – Zakochałaś się w osobie o szlamowatej krwi. To, że znalazł sobie inną świadczy tylko o jednym.
            – Nieprawda! On mnie kochał! – krzyknęła piskliwym tonem, a potem dodała nieco spokojniejszym głosem, – Ale fakt... to moja wina. To ja... udawałam, że już go nie chcę. Tak bardzo bałam się rodziców. Ojciec powiedział, że z go… zabije, jak tego nie skończę. Jeszcze nigdy nie był taki wściekły. – Łzy zaczęły jej spływać po tłustym policzku.
            – To rzeczywiście bardzo wzruszająca historia, ale kiedy my tu siedzimy i gadamy, to nasi rodzice planują ślub. Mój ślub, a to już nie jest fajne.
            – Nie martw się. Ja też się do tego nie palę. Jakoś im to wyperswaduję z głowy – uspokoiła go Dulcynea. – Nie jesteś pierwszą osobą, z którą chcieli mnie zeswatać.
            Draco za Chiny nie mógł tego zrozumieć jak czarodziej czystej krwi może się zakochać w zwykłej szlamie. Osobie, w której rodzinie nikt nie ma nawet krzty magii w sobie. Osoba, która w bezczelny sposób wdarła się do świata magii, poznając jej tajniki na równi z czystokrwistym. Miał taką świadomość za każdym razem, kiedy widział udzielającą się na lekcjach Granger. Po raz kolejny jego myśli krążyły wokół Gryfonki. Ze wszystkich szlamek, jakie chodziły po Hogwarcie, to jej najbardziej nienawidził. Gdy tak rozmyślał o swoim wrogu, nawet nie zwracał uwagi na ciche szlochy Dulcynei. Kiedy się trochę uspokoiła, zadała ciekawe pytanie.
            – A jak się nazywa twoja miłość? Jeśli mogę spytać?
            – Granger – odpowiedział bezmyślnie. Może Draco się wkrótce nauczy, że bardziej się opłaca wysłuchiwać swoich rozmówców. Gdy spojrzał na dziewczynę, zdał sobie sprawę, jaką gafę strzelił. Wybałuszył oczy i już chciał to jakoś przekręcić, kiedy Dulcynea go wyprzedziła.
            – Raczej pytałam o imię…
            – Nie ma imienia Granger to Granger i koniec! – dodał zirytowany.
            – Niech ci będzie, ale wracając do sprawy z żeniaczką. Wrócimy teraz do salonu udając, że się świetnie bawiliśmy i jak już będę w domu, to wymyślę jakąś historyjkę. Zobaczysz. Sprawa rozwiąże się już sama. W ten sposób unikniemy niepotrzebnych kłótni. Zgoda?
            – A jeśli to jest przekręt? – zapytał, spoglądając na nią podejrzliwym wzrokiem. – Może w rzeczywistości to na mnie lecisz i powiesz swoim starym co innego. Nie wiem czy powinienem się zgodzić.
            – Dlaczego miałabym to robić? Przykro mi, ale w ogóle nie jesteś w moim typie – odparła z przekąsem.
            – Ty dla mnie tym bardziej, różowiutko księżniczko – dogryzł jej Ślizgon.          
            – Dobra skoro już to sobie wyjaśniliśmy, to zgadzasz się na ten plan, czy mamy tu tkwić całą noc. – Wydawało mu się, że cała nieśmiałość wyparowała z niej jak powietrze z przedziurawionej dętki.
            – O, nic z tego! Mam zacniejsze plany na dziś, niż tkwienie tu z tobą. O królową różu!  Mam patrol z pewną szlamą i muszę wrócić do 23.
            – Widzę, że za nią tęsknisz.
            – Przecież ktoś musi jej podokuczać i powyzywać. Dzisiaj jeszcze nie miałem do tego okazji, a dzień bez tępienia szlamy jest dniem straconym – odpowiedział z błyskiem w oku.
            – Widzę, że masz bardzo ambiwalentny stosunek do niej – skwitowała krótko.
            – To już moja sprawa, ale niech ci będzie. Zgodzę się, ale jeśli się okaże, że to jakiś przekręt, to pożałujesz – odpowiedział chłodno, zastanawiając się nad znaczeniem słowa „ambiwalentny”.

❤⁑❤⁑❤⁑❤⁑❤

            Gdy Hermiona napisała i posprawdzała wszystkie potrzebne na jutro wypracowania, postanowiła trochę posprzątać w swoim dormitorium. Odkąd się tu wprowadziła nie miała okazji żeby się nawet porządnie rozpakować, a że miała jeszcze trochę czasu do patrolu, postanowiła to wykorzystać. Gdy opróżniła całą zawartość kufra, która składała się oczywiście głównie z książek, przyuważyła, że niepostrzeżenie musiała wziąć ze sobą album na zdjęcia. Była to dla niej bardzo cenna pamiątka, ponieważ w tym albumie miała wszystkie zdjęcia z przyjaciółmi. Uzbierała już sporą kolekcję, bo Gryfonka gromadziła je już od pierwszej klasy. Wzięła książeczkę do ręki i zaczęła przeglądać zdjęcia, które ułożyła od najstarszych do najnowszych. Gdy doszła do ostatniej strony, przyuważyła, że między dwoma ostatnimi zdjęciami było wepchnięte jeszcze jedno. Hermiona nie zastanawiając się wiele, wyjęła to zdjęcie. Gdy na nie spojrzała, to przypomniała sobie dlaczego je tak schowała. Fotografia była wykonana na ostatniej lekcji opieki nad magicznymi zwierzętami w piątej klasie. Hagrid bardzo chciał mieć pamiątkowe zdjęcie swojej ulubionej klasy. Ten pomysł nie spodobał się jednak reszcie. W sumie nic dziwnego, bo który Gryfon chciałby razem pozować z Ślizgonem? Jednak po licznej wymianie zdań i przepychankach udało się jakoś gajowemu ustawić grupę do zdjęcia. Wszystko by nawet poszło gładko, gdyby Malfoy nie włożył Neville'owi białego szczuroszczeta za kołnierz. Longbottom oczywiście wpadł w panikę i zaczął krzyczeć, machając panicznie rękami. Po kilku sekundach stracił równowagę i instynktownie złapał za szatę Malfoya, który śmiejąc się stał akurat w pobliżu. Tego blondyn nie przewidział, ale nie zamierzał jednak runąć razem z ciamajdą i dlatego złapał za szyję najbliżej stojącą osobę, którą okazała się być Hermiona. W efekcie Neville rozdarł blondynowi szatę i runął jak długi na stojącą przed nim Parkinson w błoto. Draco trzymał za szyję zszokowaną Gryfonkę, która nie wiedziała, jakim cudem zdołała jeszcze stać na chwiejącej się ławce. Żeby uniknąć upadku musiała się również do niego przytulić. Na tym zdjęciu wyglądali niczym szkolna para. Całą tę scenę przestawiała właśnie fotografia. Hermiona zerknęła na wizerunki przyjaciół. Ron miał taką minę jakby zjadł zdechłego szczura, a Harry był szczerze zszokowany. Hermiona pamiętała jak się dziewczyny z niej podśmiewały, a Ron przez tydzień nie odzywał się do niej nawet słowem. Draco zaś do końca roku miał skwaszoną minę jak ją widywał. Gdy Gryfonka dostała odbitkę, chciała ją od razu podrzeć, ale Ginny ją od tego powstrzymała.
            – Nie niszcz tego. Będziesz miała co wnukom pokazywać.
            W taki oto sposób przetrwało to kompromitujące zdjęcie. Hermiona zastanawiała się czy Draco zniszczył swoją fotkę. Jednak po dłuższym zastanowieniu stwierdziła, że zrobił to na pewno. Spojrzała jeszcze raz na zdjęcie i po czym włożyła je z powrotem do albumu. Po chwili zajęła się już całkowicie sprzątaniem porozrzucanych książek.

❤⁑❤⁑❤⁑❤⁑❤

            Ginny leżała już w swoim łóżku. Położyła się wcześnie, ponieważ o piątej zaczynała trening Quidditcha. W październiku miała swój debiutancki mecz z Krukonami. Harry jeszcze nie odnalazł się w roli kapitana i dlatego nalegał na częste treningi, nawet kosztem drogocennego snu. Jak była zakochana w Harrym, to przed snem zawsze myślała o nim. Jednak od pewnego czasu jej myśli już nie krążyły wokół Wybrańca. Teraz coraz częściej myślała o Zabinim z Slytherinu. Od tego zajścia w bibliotece zmieniła trochę do niego podejście. Na początku nie była do niego przekonana. W końcu to najlepszy kumpel Malfoya, którego nigdy nie znosiła. Jednak odkąd jej bezinteresownie pomógł, zaczęła inaczej o nim myśleć. Oczywiście była nadal ostrożna, ale nie miała już takiego wrogiego nastawienia, jak do reszty ze Slytherinu. Od tego czasu również częściej na niego natrafiała. Zazwyczaj zamieniali ze sobą kilka miłych słów. Gryfonka zdążyła również przyuważyć, że Blaise jest całkiem przystojnym chłopakiem. Bardzo lubiła, kiedy się do niej uśmiechał. Zęby w kontraście z karnacją miał śnieżnobiałe i bardzo równe. Zawsze, kiedy go spotykała spryskiwał się bardzo szykownymi perfumami, które pachniały zniewalająco. Przez moment zastanawiała jakby się prezentował z nią na balu bożonarodzeniowym. Od razu skarciła się za tą myśl. Ślizgon jej oczywiście nigdy nie poprosi. No, ale pomarzyć można. Z jej rozmyśleń wyrwał ją donośny stuk w szybę. Wstała powoli i podeszła od okna. Na parapecie siedziała smukła, jarzębata sowa, która trzymała w dziobie kopertę, zaadresowaną do niej. Zaintrygowana, otworzyła okno na oścież i wpuściła ptaka do środka. Gdy sowa usadowiła się wygodnie, wzięła od niej kopertę i otworzyła ostrożnie. W środku był krótki liścik napisany niebieskim atramentem.

Cześć.
            Z pewnością już wiesz, że w ten weekend jest wypad do Hogsmeade. Nie chciałabyś się ze mną tam przejść?
B. Zabini

            Ginny mimowolnie uśmiechnęła się do siebie. Oczywiście wiedziała o wypadzie, ale nie miała ochoty tam iść. Jednak teraz myślała całkiem inaczej. Była bardzo ciekawa, co Blaise może wymyślić. Sowa została na miejscu, czekając niecierpliwie na odpowiedź. Ruda podeszła do kufra, wyciągnęła swoje ulubione pióro i napisała na drugiej stronie, że się zgadza i podała kartkę zniecierpliwionej sówce, głaszcząc ją po główce.
            – No dobrze leć z powrotem do swojego pana. – Uśmiechnęła się ciepło. Gdy sowa odleciała, zamknęła okno i wskoczyła szybko do kołdrę, otulając się nią aż po uszy. Była taka podekscytowana, że minęło wiele czasu zanim w końcu zasnęła.

❤⁑❤⁑❤⁑❤⁑❤

            Gdy zaczęła się zbliżać 23, Hermiona weszła do pustego pokoju wspólnego. Malfoy nie wrócił jeszcze ze swojego spotkania. Szczerze to wątpiła, że dzisiaj się jeszcze pojawi. Przeszła przez otwór w ścianie i wyszła na korytarz. Przez chwilę stała nieruchomo w miejscu. W tej części zamku nie paliła się żadna pochodnia i szczerze zaczęło to ją to trochę niepokoić.
               – Czy panienka boi się ciemności? – odezwał się za nią melancholijny głos smutnego młodzieńca z portretu.
            – Wcale nie! – odpowiedziała nerwowym głosem i poszła przed siebie.
            Oczywiście patrol nie odbył się bez zaklęcia lumos. Gryfonka czuła się niepewnie nawet w oświetlonych korytarzach. Dzisiaj w zamku panowała całkowita cisza. Nie słyszała nawet Irytka, który zwykle robił najwięcej rabanu. Zamierzała właśnie iść na siódme piętro, gdy w oddali usłyszała czyjeś kroki. Gryfonka zatrzymała się w połowie drogi, wsłuchując się w odgłosy.
            – Jest tam, kto?! – krzyknęła.
            Kroki nagle ustały. Hermiona przysłuchiwała się jeszcze przez minutę, ale już niczego nie słyszała.
            – Z pewnością się przesłyszałam – powiedziała do siebie szatynka, ruszając w stronę schodów. Niestety w ostatniej chwili zdążyły się zmienić i Hermiona musiała poczekać z pięć minut, zanim wrócą. Gdy tak czekała na schody, nie usłyszała nawet, że ktoś się za nią skradał.
            – Tęskniłaś za mną? – usłyszała tuż przy uchu męski szept.
            Hermiona gwałtownie odskoczyła do tyłu i zobaczyła uśmiechnięta twarz Dracona, ale ujrzała go tylko w ułamku sekundy. Gryfonka z tej całej paniki nie przyuważyła, że stała blisko przepaści, która powstała w miejscu brakujących schodów. Hermiona przez kilka sekund walczyła z równowagą. Jednak dobrze wiedziała, że wkrótce przegra z siłami grawitacji i gdy już miała spadać, Draco złapał ją wpół i przyciągnął mocno do siebie. Szatynka z tej paniki odwzajemniła uścisk. Chęć przeżycia była silniejsza od nienawiści. Cały strach, który jej dzisiaj towarzyszył, ustąpił w jednym momencie. Nie wiedziała dlaczego, ale czuła się niezwykle bezpiecznie w jego ramionach. Hermiona przez chwilę wyczuła jego przyspieszone bicie serca. Zdziwiło ją to, bo szczerze uważała, że blondyn nie posiadał takiego organu. Po pewnym czasie odsunęli się od siebie. Dziewczyna nie wiedziała, co powiedzieć. W końcu wydukała z wielkim wysiłkiem nie patrząc mu w oczy.
            – Dzięki.
            – Widzisz, Granger i znów się do mnie kleisz. Już niedługo, a pomyślę, że na mnie lecisz. – Ten komentarz nie zezłościł Hermiony za bardzo, bo wiedziała że to oznaczało nie ma za co.
            – Znów? A kiedy się do ciebie niby kleiłam? Nie mogę sobie tego apokaliptycznego dnia przypomnieć.
            – To masz krótką pamięć, skoro nie wiesz co robiłaś na ostatniej lekcji u tego olbrzyma – zasugerował.
            – Pamiętam tę ambarasującą lekcję, na której próbowałeś w rozpaczliwy sposób sabotować grupowe zdjęcie – prychnęła.
            – Powinnaś się w końcu przyznać, że już wtedy do mnie podbijałaś – dodał żartobliwym tonem. – W sumie ci się nie dziwę, Granger. W końcu dziewczyny lgną do mnie jak pszczoły do wosku.
            – Przykro mi Malfoy, ale zamiast wosku preferuję miód – odpowiedziała dumnym tonem.
            – Na zdjęciu widać zupełnie co innego Granger, a fotografii nie oszukasz. Mogę ci ją w każdej chwili pokazać.
            – Jednak nie zniszczył jej – pomyślała jakby to cokolwiek miało znaczyć.
            – Trzymałam się ciebie tylko, dlatego żeby nie wpaść w błoto. Nie rób sobie z tego powodu żadnych durnych aluzji, Malfoy. Już ci ostatnio mówiłam, że nie jestem taka jak twoje laski, z którymi możesz robić, co chcesz – dodała, po czym zarumieniła się, gdy przypomniała sobie okoliczności tego zajścia. Przecież to było pewne, że Draco chciał ją wtedy pocałować. Jedyne, czego nie była pewna, to powód tego „gestu”. Znała Ślizgona na tyle, by wiedzieć że Draco nie rozdaje buziaki szlamom. Chyba, że kryje się za tym jakiś podstęp. Teraz uznała, że to będzie dobra okazja go o to zapytać, jednak coś ją przed tym powstrzymywało. Czyżby mu się wstydziła? Przecież to tylko Malfoy. Przebiegły i podły śmierciożerca. Może jest przystojny, pociągający i w jej typie, to jednak nie zmieni faktu, że go nienawidzi i to ze wzajemnością.
            – A ja uważam, że stwarzasz tylko pozory. Ale nie masz, co się łudzić. Mnie nie interesują szlamy, charłaki i inne tym podobne stwory.
            – Ja zaś uważam, że rozmowa z tobą nie ma sensu. Wybacz, ale muszę skończyć ten patrol – przerwała tę kłótnię, która mogłaby się jeszcze ciągnąć przez wiele godzin. Gdy wchodziła już po schodach, Draco ją dogonił i wszedł obok niej na górę. Hermiona westchnęła z niezadowoleniem.
            – Nie możesz mnie choć dzisiaj zostawić samą. Nie wiem po jaką cholerę za mną jeszcze łazisz. Przecież McGonagall dała ci wolne na dzisiaj. Czyżby spotkanie rodzinne nie było zbytnio udane – zaczęła zirytowana.
            – Nawet nie pytaj, Granger – dodał chłodnym tonem, przypominając sobie dzisiejszą kolację. Po tym jak wrócił z Dulcyneą do salonu zachowywał się tak jak jemu kazała. Miał nadzieję, że grubaska będzie się trzymać tego planu. Inaczej byłby zmuszony rzucić na nią jakąś klątwę.
            – Acha, widzę, że trafiłam na czuły punkt. – Gryfonka uznała, że skoro już się do niej przyczepił, to postanowiła się z nim trochę podroczyć.
            – Nie twój interes Granger! – odwarknął. – Pozbyłem się po prostu kolejnej natrętnej laski, która chciała za mnie wyjść – skłamał, czekając na jej reakcję.
            – Pozbyłeś się jej? Chyba ją raczej wybawiłeś. Z pewnością wychodząc za ciebie zmarnowałaby sobie życie.
            – Za to ty zostaniesz starą panną, bo żaden facet się z tobą nawet nie umówi na kawę. – Draco postanowił być bardziej złośliwszy od Hermiony.
            – Wymyśliłeś ciekawą teorię Malfoy. Zaprezentuję ją chłopakowi ma mojej sobotniej randce. Jestem ciekawa w której sekundzie padnie ze śmiechu.
            – Masz na myśli rudawego śmierdziela? On się nie liczy za faceta. Myślę, że na Weasleyu moja teoria nie zrobi wrażenia. Jego umysł i tak jest na poziomie jaskiniowca.
            – Nie obrażaj Rona, ale co ci przyszło do głowy, że to z nim się umówiłam?
            – Jak nie on, to kto? – zapytał zaintrygowany. Był ciekawy jaki idiota, prócz Weasleya by się z nią umówił.
            – Nie twój interes. Pilnuj lepiej swoich natrętnych lasek – dodała usatysfakcjonowana. W końcu przestała żałować, że umówiła się z McLaggenem na randkę.

1 komentarz:

  1. Świetny jak zawsze! Ten opis Dulcynei mnie rozwalił XD Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń