środa, 12 lutego 2014

Rozdział 3

„Jakie to piękne, gdy dziewczyna zapomina, że jest dobrze wychowana.”

3

               Hermiona nie mogła uwierzyć w słowa, które wykrzyczała tiara. Jakim cudem znalazła się taka delikatna i śliczna dziewczynka w fałszywym, wężowym domu. Nawet po walce z Voldemortem nie zmieniła swojego stosunku do domu Salazara. Może Harry uważał, co innego, ale ona nadal uważała ich za bandę śmierciożerców. Jeszcze bardziej jednak zdziwiło ją zachowanie dziewczynki. Po słowach starej tiary uśmiechnęła się promiennie, podbiegła do stolika Ślizgonów i usiadła naprzeciwko Malfoya. Jej wzrok na parę sekund zatrzymał się na twarzy blondyna. Wyglądał na również zaskoczonego tym faktem, że dziewczynka znalazła się w jego domu. Pansy zaś była tym strasznie podekscytowana. Szepnęła coś do Dracona, który po tym odwrócił wzrok w drugą stronę. Na jego twarzy malowała się wyraźna niechęć do brunetki o twarzy mopsa.
               Kiedy w końcu ostatnia osoba została przydzielona do danego domu, zastępczyni dyrektora odstawiła tiarę i dyrektor zabrał głos.
               – Zapewne jesteście już strasznie głodni, więc nie będę zabierać wam dużo czasu. Na początku chciałem serdecznie przywitać obecnych pierwszoklasistów. Mam nadzieję, że przyniesiecie chlubę swojemu domowi i nie zawiedziecie opiekunów. Jeśli macie jakieś pytania, to możecie się też spokojnie zwrócić do prefektów. Chciałbym również przywitać uczniów z pozostałych klas. Pragnę także ogłosić, że w tym roku odbędzie się dla roczników od pięciu wzwyż bożonarodzeniowy bal. O szczegółach dowiecie się trochę później. Oczywiście chciałbym wam także przedstawić nowego nauczyciela obrony przed czarną magią. Oto pan Darren Wilson. – Staruszek wskazał dłonią na wysokiego, szczupłego bruneta, który siedział obok Hagrida. Większość dziewczyn westchnęło na jego widok. Był bardzo przystojny i wyglądał na około 25 lat. Harry zastanawiał się czego może go taki młokos nauczyć. Jego, Harryego Pottera, który pokonał największego czarnoksiężnika wszech czasów. Profesor Darren wstał, skinął krótko głową i usiadł z powrotem na krześle. Dyrektor ponownie podniósł głos.
               – Chciałbym także powiedzieć, że wstęp do Zakazanego Lasu jest zabroniony. Również przebywanie na korytarzu po dwudziestej trzeciej jest dla nieupoważnionych uczniów niedozwolone. Jak na razie z mojej strony to tyle, a teraz życzę wam smacznego! – Klasnął, a na stole pojawiły się błyskawicznie potrawy, które swoim wyglądem i zapachem zachęcały do spożycia.
               Malfoy jadł w milczeniu i niechętnie przysłuchiwał się Pansy, która rozmawiała z tą nową dziewczynką.
               – Mam na imię Pansy Parkinson i jestem prefektem. Jeśli masz jakiekolwiek pytania, to możesz się zwrócić do mnie albo do Draco – powiedziała, wskazując ręką na blondyna, który nie obdarzył ją nawet spojrzeniem. Julie uśmiechnęła się serdecznie, po czym odparła wesoło:
               – Dziękuję bardzo. Z pewnością o tym pomyślę. Rodzice opowiadali mi tyle wspaniałych rzeczy o Hogwarcie. Nie mogę się doczekać aż się to wszystko zacznie.
               – To twoi rodzicie też uczyli się w Hogwarcie? – Blondyn podniósł brwi z zaciekawieniem. Chciał znać jej pochodzenie.
               – Oczywiście, że tak. Osobiście nie mogę się doczekać lekcji latania, choć mama zawsze była temu przeciwna. Często kłóciła się z tatą o to – zaśmiała się.
               – Istna głupota. Przecież latanie to najlepsza rzecz, jaką można sobie wyobrazić – odparł z przejęciem Draco. Były trzy rzeczy, które jakby darzył większym uczuciem. Dobry alkohol, seks i szybowanie na miotle. Podobnie jak Potter uwielbiał tę niesamowitą lekkość i wolność, którą czuł po oderwaniu swoich stóp od powierzchni ziemi.
               – Też tak uważam i mam nadzieję, że kiedyś będę należała do drużyny Quidditcha – dodała Julie.

❤⁑❤⁑❤⁑❤⁑❤

               Hermiona czekała z niecierpliwością przed gabinetem opiekunki Gryffindoru. Znalazła po kolacji trochę czasu, aby doprowadzić swój wygląd i ubiór do porządku. Teraz miała na sobie biały sweterek i czarne jeansowe rurki. Włosy układały się w piękne, długie loki, które zawzięcie zapuszczała podczas wakacji. Podkreśliła lekko oczy kredką. Podejrzewała, że ta rozmowa nie będzie należała do przyjemniejszych. W końcu zawiodła w pewnym sensie jej zaufanie. Z pewnością zostanie zawieszona w wykonywaniu obowiązków prefekta naczelnego. To było dla niej smutne, bo była bardzo dumna z tej odznaki. Tylko niewiele osób w historii Hogwartu dostawało ją na szóstym roku. Potem jej myśli powróciły do Malfoya, który również otrzymał w tym roku tę odznakę.
               – Nie rozumiem dlaczego taki gnojek, jak on dostał taki ważny tytuł – prychnęła głośno Gryfonka. – Z pewnością ojciec mu wszystko załatwił.
               – Tu się mylisz, Granger. Nie muszę prosić ojca ani lizać tyłki nauczycielom, żeby zostać prefektem naczelnym – odezwał się za jej plecami Malfoy. Gryfonka nie musiała się odwracać. Nie chciała na niego patrzyć. Zdecydowanie za długo przebywała dzisiaj z Malfoyem. Zastanawiała się czego on tu szukał, ale potem przypomniała sobie, że Draco nie był także na spotkaniu prefektów, więc to logiczne, że McGonagall chciałaby zamienić również kilka słów z Ślizgonem.
               – Widzę, że wiedziałeś, o kim mówiłam, co nie GNOJKU! – uśmiechnęła się jadowicie Granger i powoli odwracała się w stronę szukającego.
               – Lepiej być gnojkiem niż durną szla… – Tego zdania już nie dokończył, gdyż wpatrywał się w nowe oblicze Granger. Wyglądała inaczej niż na peronie. Prezentowała się też inaczej niż w piątej klasie. Nie był w stanie wydukać żadnego słowa. Nie mógł powiedzieć żadnej obraźliwej kwestii dotyczącej jej wyglądu, podobnie jak w czwartej klasie podczas balu bożonarodzeniowego. Groźne ogniki w czekoladowych oczach Gryfonki jeszcze bardziej pogarszały sytuację. Przez ułamek sekundy w jego głowie pojawiło się jedne skromne słowo, które zostało natychmiast zmiażdżone przez swoją arystokratyczną arogancję. Było to słowo… piękna. Ten na ogół nieszkodliwy przymiotnik wywołał u Dracona niezwykłą złość. To była szlama. Nie miała prawa tak wyglądać. Co on gadał? Przecież ludzie zmieniają się z wyglądu. Czyżby oczekiwał, że ta łopatozębna kujonica nigdy się nie zmieni? Musiał się otrząsnąć. Nie chciał jej pod żadnym pozorem dawać satysfakcji, tym bardziej, że Granger zaczęła się mu dziwnie przyglądać. Jakby oczekiwała dalszej reakcji Malfoya. Ślizgon błyskawicznie wyciągnął różdżkę, ale dziewczyna była jeszcze szybsza.
               – Odłóż to szybko, albo zamienię cię w glizdę i rozgniotę, Malfoy – wycedziła Hermiona.
               – Nie odważysz się, szlamo! – krzyknął groźnie Ślizgon.
               – Panna Granger, pan Malfoy, proszę schować różdżki NATYCHMIAST!!! – Profesor McGonagall była wściekła i jej usta drżały ze złości.
               – Ale pani profesor, Malfoy…
               – Nie chcę tego słuchać. Widziałam wystarczająco. Jestem zawiedziona. Czy nie możecie się normalnie zachować? Panno Granger, myślałam, że chociaż jedna osoba okaże więcej rozwagi.
               – Nie pozwolę żeby mnie ta szuja więcej obrażała! – krzyknęła ze złością.
               – Co powiedziałaś, Granger?!
               – Dosyć! Jeszcze jedne słowo, a rzucę na was zaklęcie uciszające. NA ZAWSZE! – To stwierdzenie wreszcie podziałało – A teraz wejdźcie do środka.

❤⁑❤⁑❤⁑❤⁑❤

               W międzyczasie Harry i Ron przebywali w pokoju wspólnym Gryfonów. Chcieli jeszcze zagrać partyjkę szachów przed snem, ale oboje jakoś nie mogli się skupić na grze. Ron był wściekły, a Harry zamyślony.
               – Osobiście bym ukatrupił tego, kto dał nam wszystkie lekcje z Ślizgonami. Coś czuję, że ten śmierdzący szczur Snape to załatwił. – Ron w kółko wałkował ten temat, ale nie tylko to go denerwowało. – Poza tym widziałeś jak Ginny patrzyła się na tego Zabiniego. Jeszcze go broniła, jak chciałem mu przyłożyć w pociągu. Co ona sobie wyobraża? Zadaje się z wrogiem.
               – Ron, wrzuć na luz. Przecież wiesz, że w tym roku jest wyjątkowo dużo pierwszoklasistów. Musieli jakoś ułożyć ten grafik. A Ginny, eee… nie chciała żebyś miał kłopoty i tyle. – To nie było do końca prawdą, ale nie chciał dolewać oliwy do ognia.
               – Ale dlaczego nie mamy z Krukonami, czy nawet Puchonami? Czy oni chcą żebyśmy się pozabijali?
               – Oj Ron, będziesz dalej ciągnął tę wojnę między domami? Czasy się zmieniły nie ma już Voldemorta.
               – Czasy się zmieniają, ale Ślizgoni nigdy – dodał dobitnie rudzielec. – Szach Mat!

❤⁑❤⁑❤⁑❤⁑❤

               – W związku, że nie było was na spotkaniu prefektów w pociągu, chciałam przekazać wam kilka ważnych informacji dotyczących waszych stanowisk. Jako prefekci naczelni otrzymujecie niezwykłe ważne obowiązki, ale i przywileje. Do podstawowych zadań będą się zaliczały dwugodzinne patrole. – Teraz Minerwa zwróciła się do Hermiony. – Z początku planowałam przydzielić panią razem z Jessem Horneyem z Ravenclawu, ale w związku z tą całą nieobecnością, to Jess będzie patrolował korytarze w tym roku z panią Lisą Rowney z Hufflepuffu.
               – Chwileczkę, czy to oznacza, że ja będę patrolować korytarze z tą szl… z Granger?
               – Dokładnie, panie Malfoy. Profesor Snape jest także o tym poinformowany. Zresztą zważając na wasze dzisiejsze zachowanie, myślę że współpraca pomiędzy domem lwa a węża jest tu jak najbardziej potrzebna. Oprócz tego zostajecie przydzieleni do prywatnych dormitoriów z pokojem wspólnym. Oczywiście możecie dodawać i odejmować punkty innym domom, ale z rozwagą. – Jej wzrok zatrzymał się tym razem na Malfoyu. – Także łazienka dla prefektów jest do waszej dyspozycji i obecne hasło to domino. Prefekci naczelni mogą również odwiedzać Hogsmeade w każdy dzień. Na dzisiaj byłoby na tyle, a teraz proszę iść za mną. Zaprowadzę was do nowych dormitoriów. Pan Jess i panna Lisa już tam są. Oczywiście wszystkie wasze bagaże zostały tam już przeniesione.
               Hermiona nie wiedziała czy się cieszyć, czy denerwować z nowego pokoju. Z jednej strony była zadowolona z faktu, iż nie zamieszka z Parvati i Lavender, których poza wróżbiarstwem i chłopcami nic nie interesowało. Z drugiej strony będzie skazana na obecność tego wstrętnego Ślizgona dosłownie wszędzie. Na lekcjach, w pokoju wspólnym, na patrolach. Oprócz tego będzie oddzielona od swoich przyjaciół, co jest dla niej czymś nowym, gdyż trójka była nierozłączna praktycznie od samego początku. Czuła, że ten rok będzie dla niej prawdziwą szkołą przetrwania.
               Mieszane uczucia towarzyszyły również Draconowi. Perspektywa spędzenia czasu z arcyszlamą w ogóle mu nie odpowiadała, ale ta sytuacja dawała mu także duże pole do popisu w jej dokuczaniu. Nie podaruje jej tego ciosu i zemści się na pewno. A zemsta będzie okropna.
McGonagall zatrzymała się nagle przy portrecie przystojnego, ale smutnego młodzieńca.
               – Hasło na ten tydzień brzmi: smocza kula.
               Obraz zamiast się otwierać rozpłynął się w fiołkowej poświacie, zostawiając wolne wejście do pokoju wspólnego prefektów naczelnych. Pomieszczenie było trochę większe niż te w Gryffindorze. Wystrój pokoju był bardzo przytulny. Widocznie akcentowały się w nim główne barwy czterech domów, czyli czerwień, zieleń, granat i żółć. Na ścianach wisiały liczne obrazy, głównie o tematyce morskiej. W kominku trzaskał wesoło ogień, a nad nim wisiało godło Hogwartu. Przez okno można było podziwiać błonie i jezioro. McGonagall pokazała im łazienki (każda osoba miała oddzielną) oraz poszczególne pokoje. Pech chciał, że pokój i Malfoya był tuż obok jej.
               Sypialnia Hermiony była o wiele większa od poprzedniej i miała ją tylko dla siebie na wyłączność. Pokój był w kształcie litery L i utrzymany w tonacji jej domu. Na szafie i kufrze było wygrawerowane godło Gryffidoru. Jej łóżko przypominało bardziej łoże małżeńskie. Było takie duże, że z pewnością zmieściłyby się ze trzy osoby. Na parapecie spał sobie smacznie Krzywołapek. Widocznie kot znów sobie otworzył sam klatkę.
               – Na mnie już czas. Zajrzę jeszcze do wieży Gryffindoru i sprawdzę czy wszystko w porządku. – Hermiona postanowiła odprowadzić profesorkę do wyjścia. – Acha… i proszę przekazać panu Malfoyowi, że patrol rozpoczyna się jutro od dwudziestej trzeciej. Dobranoc.
               – Dobranoc – odpowiedziała cichutko. Odwróciła się na pięcie i miała już iść do pokoju, gdy nagle odezwał się ciepły męski głos za jej plecami.
               – To ty jesteś nowym prefektem naczelnym Gryffindoru? Hermiona Granger, tak? – Szatynka odwróciła się w stronę chłopaka. Przed nią stał Jess - ładny siódmoklasista z Ravenclawu. Był także kapitanem i ścigającym w drużynie Quidditcha. Miał też wielkie powodzenie u płci przeciwnej. Hermiona nigdy nie zwracała na niego zbytnio dużej uwagi. Uważała, że przystojniacy to zadufani w sobie nadęte dupki i niestali w uczuciach. Zresztą wystarczyło spojrzeć na tego buca McLaggena, który dzisiaj jakoś dziwnie na nią patrzył. Hermiona posłała mu nerwowy uśmiech.
               – Zgadza się, a ty jesteś Jess. To… z tobą miałam patrolować korytarze tak? – spytała krótko.
               – Tak. Początkowo było tak założone, a szkoda, że wyszło inaczej, bo słyszałam dużo o tobie i chciałem cię jakoś bliżej poznać – uśmiechnął się szczerze Krukon, uwidaczniając swoje białe, proste zęby.
               – Zakładam, że były to miłe rzeczy – odwzajemniła uśmiech.
               – No jasne! Słyszałem, że jesteś bardzo mądra, zdolna, sympatyczna, kulturalna – począł wyliczać na palcach cechy Hermiony. – No i bardzo piękna również – dodał, patrząc w jej oczy.
               Hermiona przestała się uśmiechać. Jeszcze nigdy nie słyszała tyle komplementów na raz. Zdecydowanie z tym przesadzał. Jej kobieca intuicja kazała jej uważać na tego typka. Przypomniała sobie, kiedy Ginny wspomniała o nim w tamtym roku. Powiedziała, że przebiera dziewczyny jak rękawiczki.
               (…) – Na niego trzeba najlepiej uważać. Najpierw wyszukuje sobie jakąś dziewczynę. Z początku prawi jej komplementy nie z tej ziemi, potem zaprasza do ekskluzywnych miejsc i kupuje jej drogie prezenty, a potem jak już mu się uda zaciągnąć ją do łóżka, to szuka następnego towaru.
               – Nie musisz mi o tym mówić. Ten koleś i tak na mnie nie spojrzy. Więc nie mam czego się martwić.
               – Ach, o czym ty pleciesz? Jesteś ładną dziewczyną, tylko brak ci wiary w siebie. Jestem pewna, że jakbyś poprawiła trochę swój image, chłopaki lataliby za tobą, jak pszczoły do miodu. (…)
               – Przepraszam… nie wiem, kto ci o mnie tyle mówił. Uważam, że przesadził – uśmiechnęła się kłopotliwie. Nie miała ochoty ciągnąć tej głupiej gadki, tym bardziej, że koleś, mimo urody, to nie był w jej typie.
               – Przesadził? To jest bardzo skromne słowo, które użyłaś, szlamo! – odezwał się chłodny głos, Dracona z daleka. – Nic z tych rzeczy do ciebie nie pasuje. Jak się ktoś nauczy tyle tomów książek na pamięć i podlizuje się nauczycielom, to wtedy jest mądry czy zdolny? – uśmiechnął się drwiąco.
               – Ty bezczelno fretko. Z tego, co ja wiem, to ty jesteś największym lizusem. Powiedz mi ile razy w tygodniu oddajesz się Snape'owi za dobrą ocenę z eliksirów?
               – Widzisz. Zero uprzejmości, a o kulturze już nie wspomnę. – Malfoy zdawał się świetnie bawić, kompromitując ją przy innych osobach. Jak na razie świetnie mu to wychodziło, ponieważ usta Hermiony zaczęły drgać, a to oznaczało, że zaraz wpadnie w furię.
               – Malfoy, ostrzegam! Jeszcze jedno słowo, a przywalę ci tak, że już nie wstaniesz.
               – Nie patrz tak na mnie, Granger. Ach, nie wspomniałem jeszcze o tym, że jesteś taka brzydka, że nawet skrzaty z Hogwardzkiej kuchni wyryłaby z tobą w konkursie piękności.
               Tego już było za wiele. Wydarzenia z dzisiejszego dnia wirowały jej przed oczami. Nie zważając na stojącego koło niej Jessa, rzuciła się na Malfoya z pięściami. Nie wiedziała skąd miała w sobie tyle siły, ale zrobiła taki rozpęd, że grzmotnęła razem z nim na podłogę. Korzystając z tego, że była na górze zaczęła z całej siły nakładać go pięściami, obierając sobie za cel jego kształtny nos. Zarówno Jess jak i Malfoy byli zszokowani zachowaniem tej na pozór kruchej i delikatnej Gryfonki.
               – To jest za te wszystkie szlamy pod moim adresem – krzyczała przy pierwszym ciosie. – To za twoją pieprzoną czystą krew… To za obrażanie mojej rodziny… i przyjaciół… i to za… – Lecz nie zdążyła wykonać kolejnego ciosu, gdyż Jess złapał jej nadgarstki i odciągnął ją kawałek od leżącego Malfoya.
               – Dosyć tego, Hermiono! Uspokój się. Co się z tobą dzieje?
               Draco powoli podnosił się z zimnej i twardej podłogi. Pomału zaczęły dochodzić do niego treści z wcześniejszego wydarzenia. Dotknął obolałego nosa i wtedy poczuł na swojej dłoni krew. Po raz kolejny szlama go zaskoczyła. Rzeczywiście zmieniła się przez te wakacje. Już nie była tą samą zahukaną, cichą szarą myszką, co wcześniej. Teraz widział przed sobą osobę o istne Ślizgońskim zachowaniu. Jednak szok i zdziwienie szybko ustąpiły i na ich miejscu pojawiła się dławiąca w gardle wściekłość. Wstał trzymając ręce przy sobie, choć rozważał czy jej nie uderzyć. Jess dalej trzymał Granger mocno od tyłu. Był pewien, że gdyby zwolnił uścisk, rzuciłaby się ponownie na niego. Draco przyjrzał się Hermionie, skupiając swoją uwagę głównie na twarzy Gryfonki. Z jej oczu biła niezwykła wrogość, a usta układały się w nieprzyjemnym grymasie. Chciał wyciągnąć różdżkę i rzucić na nią jakąś paskudną klątwę w istne, Malfoyowskim stylu jednak… postanowił przywalić jej w inny sposób. Wyminął ją, zatrzymał się na chwilkę i nie odwracając się powiedział coś, co Hermiona zapamiętała na długo:
               – Żartowałem tylko. Wcale nie jesteś taka brzydka jak mówiłem. Wręcz przeciwnie. – Po czym skierował się szybko do swojego pokoju. Brązowooka po raz kolejny stała jak oszołomiona i wpatrywała się w znikającą sylwetkę Ślizgona.
               – To niemożliwe… chyba mam coś ze słuchem, bo to… to jest zbyt nieprawdopodobne żeby było prawdziwe. Nie z ust Malfoya. –  Odwróciła się zszokowana w kierunku Jessa i zapytała:
               – Jess, czy to co on powiedział… powiedz, że się przesłyszałam… to niemożliwe. – Jess uśmiechnął się tylko krótko i potrząsnął głową.
               – Dobrze słyszałaś, choć zachował się bardzo niezręcznie jak na komplement, ale…
               – Chwilka, chwileczka, ale to jest Malfoy… nie znasz go. On nie prawi komplementów. Nigdy. Nie mi – odparła gorączkowo. Zastanawiała się czy upadek nie uszkodził mu przypadkiem głowy.
               – No, ale zrobił to i na twoim miejscu powinienem się cieszyć, że taki typ, który wiecznie cię obraża powiedział kiedyś coś miłego. – Jess starał się rozpatrywać sytuację Hermiony w bardziej pozytywny sposób.
        – Wybacz, ale muszę iść spać. Ten dzień był dla mnie straszny. Muszę się wyspać. Dobranoc. – I nie czekając na reakcje Krukona, pobiegła do swojego pokoju. Wzięła szybki prysznic, przebrała się w swoją ulubioną, jedwabną pidżamę i położyła się na swoim nowym łóżku. W głowie kłębiły jej różne myśli. Mimo że Malfoy zasłużył na każdy cios, to czuła się niezmiernie głupio, że go tak potraktowała. Może by miała mniejsze wyrzuty, gdyby nie ten jego cholerny komplement. Rozmyślała jeszcze o tym chwilę, potem przekręciła się na lewy bok i nie wiedziała, kiedy… zasnęła.


8 komentarzy:

  1. Łał, długie opowiadanie. Musiałaś nad tym trochę posiedzieć. ;)
    Opowiadanie wciągające i ciekawe. Może popracuj nad wyglądem bloga.:)
    I zapraszam Cię na mojego bloga. :)
    http://meskibloguje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział :) Draco nieźle namącił Hermionie w głowie. Mam nadzieję, że był choć odrobinkę szczery... Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę super się czyta :)
    Ładne zdjęcie :)
    Na pewno tu jeszcze wpadnę :)

    Zapraszam do mnie: http://diary-black-heart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny blog :P warto przeczytać :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialny wpis - masz talent !

    http://mojprosiaczektolek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Naprawdę fajne :) Jestem ciekawa co z tego wyniknie... Kiedy następny rozdział? Oby szybko bo jestem mile zaskoczona. A ta dziewczyna na zdjęciu to nie jest Emma Watson, prawda? Inaczej trochę wygląda... A co do wyglądu bloga, to faktycznie mogłabyś nad nim trochę posiedzieć. Ten róż nie pasuje do twojego stylu pisania. Powinnien być bardziej tajemniczy i magiczny. :) Może jakaś fotka Hogwartu, żeby ludzie wiedzieli co czytają. Na początku nie wiedziałam, czy zacząć to czytać bo ten kolorek odstrasza. Nie mogę się doczekać następnego wpisu. :)
    http://live-of-kalamandir.piszecomysle.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie to nie jest Emma Watson. Postram sie zmienić szablon bloga.

      Usuń
    2. Teraz wygląda naprawdę ładnie :)

      Usuń