„Piękna jak aniołek, a uparta jak osiołek.”
2
Kiedy Hermiona zdecydowała się na to by podążyć za młodym Malfoyem, towarzyszył jej charakterystyczny niepokój. To przeczucie pogłębiało się jeszcze bardziej, gdy arystokrata skręcił w wąską i brudną uliczkę. Ta dzielnica nie wyglądała zachęcająco, zwłaszcza dla młodej i kruchej Gryfonki, która na dobitkę nie posiadała nawet różdżki. Na dodatek szła z osobą, którą przez pięć lat nienawidziła. A co jeśli Malfoy chce tutaj raz na zawsze z nią skończyć? Przecież była jedną z niewielu osób, którą darzył szczególną niechęcią. Poza tym jego rodzice należeli niegdyś to ścisłej czołówki poddanych u Voldemorta, więc Draco był z pewnością dobrze obeznany w dziedzinie czarnej magii i zaklęć niewybaczalnych. Ślizgon miał teraz idealną okazję i nikt by się nawet o tym nie dowiedział. Negatywne scenariusze rozmnażały się w roztrzęsionej głowie dziewczyny i przybierały przeróżne wersje. Była tak w nich pogrążona, że nawet nie przyuważyła jak Malfoy, który szedł cały czas przed nią przystanął. Oczywiście wpadła zaraz na jego bagaże, które taskał za sobą.
– Cholera! Niech to szlag! – syknęła, łapiąc się za obolałą stopę. Draco odwrócił się w stronę Gryfonki i z widocznym rozbawieniem odparł:
– Granger, nie wiedziałem, że taka z ciebie ślamazara. Jesteś gorsza od Longbottona.
– Mógłbyś zamknąć swój pyszczek, Malfoy? A właściwie, to gdzie jest ten cholerny kominek? – Choć się bardzo starała, żeby ton jej głosu brzmiał w miarę odważnie, to Malfoy zauważył u niej lekki niepokój. Skrzywił swoje wargi w ironicznym grymasie i zaczął się do niej powoli zbliżać.
– Nie wiedziałem, że jesteś taka naiwna – odrzekł z nutką grozy w głosie, przybliżając się do dziewczyny coraz bardziej. Teraz dzieliło ich po kilka centymetrów. Hermiona stała jakby ją oszołomił zaklęciem. Nie mogła się ruszyć z miejsca, a jej ciało zaczęło całe dygotać – nie tylko z zimna. Zaczęła się go po raz pierwszy w życiu naprawdę bać. Zdała sobie sprawę, że Draco był bardzo nieobliczalnym człowiekiem. Szukający Ślizgonów tryumfował. Wiedział, że teraz ma ją w garści i napajał się jej strachem, który powiększał się z minuty na minutę. Przybliżył swoje usta do jej ucha. Jeszcze nigdy nie byli tak blisko siebie.
– Chyba wiesz, że masz do czynienia ze Ślizgonem. Nie kieruję się tymi zasadami co wy – szepnął, po czym cofnął się i z rozkoszą obserwował Hermionę, której twarz przybrała kolor płótna. Potem jak nigdy nic odwrócił się, podszedł do starych drewnianych drzwi, przy których się poprzednio zatrzymał i zapukał mocno do nich.
Hermiona była zła i klęła się w duchu, że nie zareagowała jak on się do niej zbliżał. Przeżyła wiele w ubiegłe wakacje podczas walki z Voldemortem i śmierciożercami. Niekiedy zdarzały się takie momenty, w których otarła się nawet o śmierć, jednak dzięki hartowi ducha i niezwykłej czujności, którą wpajał w nią kiedyś fałszywy Moody na lekcjach obrony przed czarną magią, udało jej się wyjść cało. Czyżby po zwycięstwie straciła nagle uwagę? To bardzo możliwe. Jakby było inaczej, to by się z pewnością nie włóczyła ze swoim wrogiem – exśmiercożercą po jakiś podejrzanych dzielnicach Londynu. W cichym zakątku jej podświadomości zagościło jeszcze jedne określenie, dotyczące Ślizgona, a mianowicie… atrakcyjny. Tak, nawet bardzo atrakcyjny. Nie tylko Hermiona się zmieniła przez wakacje. Młody Malfoy uległ również pewnej niewielkiej metamorfozie. Jego twarz przybrała bardziej męskie rysy. Stalowoszare oczy, które są wielkim atutem jego urody wydawały się nieco większe. Do tego dochodziła jeszcze swobodnie opadająca grzywka, pozbawiona tym razem żelu i plastyczności. Praktycznie wszystkie dziewczyny w szkole rozpływały się na jego widok, a on był doskonale świadomy swojego powodzenia i czerpał z niego pełnymi garściami. Co tydzień gościła inna w jego prywatnym dormitorium. Gdyby nie był takim rasistą, sukinsynem i bezczelnym chamem, to z pewnością by się nim zainteresowała.
Drzwi się nagle roztworzyły i ich oczom ukazała się postawna kobieta o płomiennej twarzy i jasnych włosach. Przypominała jej nieco panią Weasley. Jej piwne oczy najpierw lustrowały przemoczoną Hermionę, potem przeniosły się na Malfoya.
– Wstydź się, Draco! Dziewczyna wygląda jak siódme nieszczęście, a ty jej nawet płaszcza nie podałeś. Tyle razy ci mówiłam, że tak się nie postępuje z damami – powiedziała z wyrzutem. Hermiona wybałuszyła oczy.
– Dama? Chyba dla ciebie, bo dla mnie jest zwykłą szlamą. Niby czemu miałbym jej dać swój ulubiony płaszcz? Żeby się ubrudził szlamem? – powiedział lodowatym tonem. Ciotka Malfoya skrzywiła usta z niesmakiem na wyraz szlama i odparła, zakładając ręce na piersi.
– Myślałam, że czarodziej czystej krwi z dobrego domu nie posługuje się takim prymitywnym słownictwem. – Na to stwierdzenie Draco również znał odpowiedź.
– Takim prymitywnym istotom trzeba nadać odpowiednich określeń, więc… – Lecz tego zdania już nie dokończył, gdyż w tym czasie Hermiona podskoczyła i z całej siły trzasnęła Malfoya w twarz. Wiatr nagle ucichł i deszcz przestał padać, ale niebo było nadal szare i ponure jak marmurowy nagrobek. Deja vu. Sytuacja z trzeciej klasy się powtórzyła, aczkolwiek ten cios był o wiele silniejszy. Ślizgon złapał się za policzek, który płonął jak żywym ogniem. Spojrzał na Gryfonkę, która była teraz wściekła jak nigdy przedtem. Zazwyczaj to ją było najtrudniej sprowokować, w przeciwieństwie do Weasleya czy nawet Pottera. Ona zazwyczaj pozostała bierna na jego komentarze i obelgi. Najczęściej je ignorowała albo ograniczała się do pojedynczych komentarzy. Teraz było inaczej. Jej zachowanie kompletnie go zbiło z tropu.
– Nie waż się więcej do mnie mówić w taki sposób. To ty jesteś prymitywną istotą i bezwartościowym śmieciem, który uważa się za coś lepszego. – Orzechowe oczy wyrażały żądzę mordu. Nie wiadomo, czemu, ale Draconowi zrobiło się nagle nieswojo. Miał tyle do powiedzenia, ale teraz nic logicznego nie przechodziło mu do głowy. Tę groźną atmosferę przerwała nagle ciotka Malfoya. Przypatrywała się tej sytuacji z mieszanką zdziwienia i zaciekawienia. Nigdy jeszcze nie widziała żeby ktoś podniósł rękę na kogoś z rodziny Malfoyów. Zachowanie Hermiony w pewnym sensie jej zaimponowało.
– Widzisz, doigrałeś się. Pamiętaj, że kobiety w złości nie mają litości – zrymowała z rozbawieniem. – A właściwie to macie zamiar tu stać do nocy, czy może wejdziecie?
❤⁑❤⁑❤⁑❤⁑❤
Wielkie było zdziwienie Hermiony, gdy wreszcie weszła do środka. Oceniając budynek od zewnątrz nigdy nie sądziła, że mieszkanie posiada takie luksusowe wnętrze. Kobieta zaprowadziła ich do bogato przystrojonego salonu. Żyrandole były z czystego srebra. Na ścianach wisiały liczne portrety czarodziei, którzy zdawali się należeć do przodków blondyna. Ogólnie wystrój pokoju był utrzymywany w tonacji srebrno–szmaragdowej, który przywodził jej na myśl Slytherin. W pomieszczeniu znajdował się również duży kominek, w którym płonął ogień. W obecnej chwili był on jedynym źródłem światła w tym pomieszczeniu.
– Podoba ci się? Pewnie nie spodziewałaś się, że tak będzie wyglądał ten obskurny budynek od środka? – Kobieta zwróciła się ciepło do Hermiony, uśmiechając się lekko.
– Nie proszę pani – powiedziała z lekkim zakłopotaniem.
– No cóż. Pozory często mylą, a teraz pozwól, że cię osuszę, bo jeszcze się nabawisz przeziębienia. – Wyjęła różdżkę i prostym zaklęciem wysuszającym doprowadziła Hermionę do porządku.
– Teraz już lepiej – uśmiechnęła się do Gryfonki. – A tak właściwie, to jak ci na imię, bo z tego wszystkiego zapomniałam cię spytać.
– Nazywam się Hermiona Granger.
– Bardzo mi miło – odparła wesoło kobieta, a potem odwróciła się w kierunku, Dracona, który stał zwrócony do kominka, trzymając się za obolały policzek. – Tak naprawdę, to co was do mnie sprowadza? Czy nie powinniście być w drodze do Hogwartu?
– Właściwie to zaszły pewne komplikacje i nie zdążyliśmy na pociąg, dlatego tu przyszliśmy żeby skorzystać z kominka – odpowiedział.
– Ależ oczywiście możecie. Problem z tym, że skończyły mi się zapasy proszku i…
– Nie szkodzi, proszę pani. Mamy wystarczająco, więc nie ma czego się martwić – przerwała jej Hermiona.
Nie wiedziała dokładnie dlaczego, ale polubiła nawet ciotkę Dracona. Nie biła od niej żadna fałszywa uprzejmość, jaka zazwyczaj pojawiała się u innych czarodziei czystej krwi. Oczywiście Weasleyowie byli wyjątkami. Bardzo się zdziwiła, że taka osoba może należeć do rodziny Malfoyów.
– To jaki jest adres? – zapytał Draco.
– FaithStreet 23 myślę, że już powinniśmy się udać w wyznaczone miejsce. Dziękujemy pani bardzo za gościnność. – Ukłoniła się Hermiona.
– Ależ nie ma za co kochanie. Zapraszam was ponownie – odparła wesoło i puściła do Ślizgona oczko.
Draco już miał to skomentować, ale w tym czasie Hermiona wzięła niewielką ilość proszku w garść, podała resztę Malfoyowi i rzuciła w stronę kominka. Gdy ogień zabarwił sie na zielono, to wskoczyła do niego i wypowiedziała wyraźnie dany adres. Kiedy zniknęła za szmaragdowymi płomieniami, Draco wziął bagaże i poszedł w jej ślady, ale zanim wypowiedział dany adres, ciotka odparła na pożegnanie.
– Uważam, że razem wyglądacie… uroczo. – To ostatnie słowo wypowiedziała niemalże szeptem. To spowodowało, że Draco o mało nie zakrztusił się popiołem.
– FaithStreet 23! – krzyknął, gdy zebrał się w sobie. – Cholerna ciotka Marget, ledwo się pojawiam w jej progach, a ona już by mnie swatała ze szlamą. Fuj! – Te i bardziej mordercze myśli towarzyszyły Ślizgonowi w drodze do Hogsmeade. Zastanawiał się także w jakim miejscu konkretnie wyląduje razem z Granger. Osobiście życzył żeby jej przystanią była otwarta paszcza smoka, ale takie marzenia są raczej nierealne.
Rzeczywiście miejsce, w którym się znalazł nie przypominał mordy smoka. Był to sklep, ale nie byle jaki. Hermiona, która już zdążyła się rozejrzeć wpatrywała się jak zaczarowana w jeden konkrety towar. Dopiero jak zobaczył czym się tak przygląda, zdał sobie sprawę, że jego najgorsze koszmary stały się właśnie realne. Wspólnie z Granger znajdowali się w sklepie… z sukniami ślubnymi. Już wolał trafić do piekła, niż znaleźć się z arcyszlamą w takim koszmarnym miejscu. Gdyby ich ktoś ze szkoły zobaczył albo z rodziny, to by się już więcej nie pokazał nikomu na oczy. Kiedy Hermiona po raz pierwszy ujrzała suknię ślubną na głównej wystawie, była zszokowana. Delikatna, dwuczęściowa wytkana z plisowanego szyfonu o kolorze kremowym, który w dzisiejszych czasach coraz bardziej dominował na ślubach i weselach. Ozdobiona była asymetrycznie kremowymi haftami, z których wyrastały gałązki kwiatów, które opływały jedno ramię. Gorset był sznurowany z tyłu i ozdobiony małymi cyrkonami. Spódnica posiadała specyficznie ułożone draperie, które były podpinane kwiatami, spod których wyłaniała się tiul. W takiej sukni każda dziewczyna poczułaby się jak księżniczka. Z tego pięknego snu wyrwał ją głos Ślizgona.
– Żaden mężczyzna o zdrowych zmysłach nie ożeni się z taką osobą jak ty, Granger. Myślę że nawet jakby był pod działaniem Imperiusa zwiałby aż by się kurzyło.
– Zaklęcia niewybaczalne nie są moją specjalnością, Malfoy, ale jeśli będę zainteresowana, to się do ciebie zwrócę – wycedziła wolno. Wzięła torbę i wyszła ze sklepu.
Skierowała się w stronę peronu, na którym miała czekać na resztę. Miała nadzieję, że chłopaki zaopiekowali się należycie jej Krzywołapkiem. Nie chciała już więcej myśleć o tej niemiłej przygodzie z Malfoyem, bo samo wspomnienie wywołało u niej ból głowy. Jednak z drugiej strony była bardzo dumna ze swojego postępowania. Z pewnością Malfoy przez dłuższy czas będzie odczuwał wyniki jej gniewu. Po jakimś czasie arystokrata dołączył, do Gryfonki i usiadł w parę metrów od niej. Ani ona, ani on się do siebie nie odzywali. W takim milczeniu upłynęła im godzina, potem druga i w końcu trzecia. Hermiona była cały czas pogrążona w swoich własnych myślach, a Draco błądził gdzieś poza światem. Co jakiś czas rozglądał się po pustym peronie z nadzieją, że wypatrzy kogoś interesującego i rzeczywiście z daleka spostrzegł wielką postawną postać, która powoli poczłapała w ich kierunku. Malfoy nie miał wątpliwości, że właścicielem owej sylwetki był ten durny gajowy, który nie wiadomo jakim cudem nauczał jeszcze w szkole opieki nad magicznymi zwierzętami.
– Hagrid! – krzyknęła uradowana Hermiona. Podbiegła do półolbrzyma i rzuciła mu się na szyję.
– Cholibka, Hermiona. Co ty tu robisz? Jak się tu dotarłaś przed pociągiem?
– To długa historia, ale cieszę się, że cię widzę. – Hagrid podrapał się po głowie, jakby nie nadążał za tematem.
– Ja również, a jak ci po tym wszystkim minęły wakacje, w domu wszystko w porząsiu?
– Tak. Nie narzekałam.
– A jak tam Sumy? Wszystkie na W?
– Prawie. – Zarumieniła się dziewczyna.
W tym czasie usłyszeli głośnie prychnięcie. Był to oczywiście Ślizgon, który przyglądał się tej całej scenerii z niesmakiem. Dopiero wtedy olbrzym go zauważył.
– Hermiona. Czego on tu szuka? – warknął gajowy.
– Już ci mówiłam to długa historia. O zobacz, widzę pociąg – Hermiona nie chciała tłumaczyć mu tej całej sytuacji, a nadjeżdżająca lokomotywa okazała się być świetnym wyjściem.
❤⁑❤⁑❤⁑❤⁑❤
Hermiona bardzo się ucieszyła, kiedy zobaczyła swoich przyjaciół.
– Martwiliśmy się o ciebie i chcieliśmy już zostać na peronie, ale potem stwierdziliśmy, że w pociągu coś wymyślimy – powiedział Ron, gdy pomógł Hermionie wejść do powozu.
– Właściwie to co się stało? Chyba nie spotkałaś, Malfoya? – zapytała niepewnie Ginny.
– Niestety tak – odparła i zaczęła w drodze opowiadać im całą przygodę z czystokrwistym. Gdy skończyła, wszyscy byli zszokowani. Pierwszy odezwał się Ron.
– Wow i naprawdę uderzyłaś go z liścia? Jestem z ciebie dumny – odparł wesoło i poklepał ją po ramieniu.
– I nic ci za to nie zrobił? Bo jak tak, to…
– Nie. Harry wszystko ze mną w porządku – uspokoiła go Gryfonka, lekko się uśmiechając. – Dziwi mnie tylko to, że wylądowaliśmy w jakimś sklepie z sukniami ślubnymi.
– Sukniami? Przecież McGonagall mówiła, że jest to adres od księgarni.
– To może zaszła po prostu jakaś pomyłka i tyle. – Wzruszyła ramionami.
– Apropo Malfoy. Wiesz, że na zebraniu dowiedziałem się, że ta fretka została prefektem naczelnym. – Ron nie krył wyraźnego zaskoczenia. – Kazała nam też przekazać, żebyś się po kolacji udała do jej gabinetu.
– No pięknie – westchnęła.
Do końca podróży rozmowa przebiegała w spokojnej atmosferze. Jak zwykle Ron rozbawiał towarzystwo sprośnymi dowcipami. Nawet się nie obejrzeli, kiedy dojechali do celu. Wielka Sala była w tym roku cudownie przystrojona. W końcu był to dla pierwszoroczniaków wyjątkowy dzień. Dzisiejszego wieczoru dowiedzą się do jakiego domu zostaną przydzieleni. Hermiona na niektórych twarzach dostrzegła lęk, a na innych malowało się zaciekawienie. Gdy lustrowała pierwszoroczniaków, zatrzymała swój wzrok nagle na jednej dziewczynce. Nie sposób było jej nie dostrzec. Była jedną z najjaśniejszych iskierek w Hogwarcie. Hermiona widziała już dużo ślicznych dzieci, ale ona zdecydowanie była najpiękniejsza ze wszystkich. Przypominała bardziej aniołka niż dziecko. Jej ciemnoblond włoski układały się w lekkie fale. Miała bardzo zgrabny nosek i ciemnoczerwone usta, nad którymi znajdował się niewielki pieprzyk. Najpiękniejsze były zaś jej oczy. Były takie błękitne, jak pierwsze skrawki nieba, które pokazują się po przejściu burzy. Ozdabiał je dodatkowo wachlarz długich rzęs. Nie była wcale zdenerwowana, wręcz przeciwnie była bardzo podekscytowana i z niecierpliwością wyczekiwała swoją kolejkę. W pewnej chwili dziewczynka odwróciła się w jej stronę i uśmiechnęła się do niej szeroko. Gryfonka odwzajemniła uśmiech. Nie wiedziała dokładnie dlaczego, ale Hermiona bardzo chciała, aby to ona należała do jej domu. Profesor McGonagall zaczęła wyczytywać nazwiska pierwszoroczniaków, zgodnie z kolejnością alfabetyczną. W końcu doszła do nazwiska dziewczynki.
– Lane, Julie!
Nawet imię i nazwisko miała ładne. Dziewczynka wstała i wesoło podeszła do stoliczka. Nie uszło to też uwadze Ślizgonem. Żeńska część domu węża wpatrywała się w nią jak w obrazek.
– Zobacz, Dracusiu! Czyż ona nie jest śliczna? – zaszczebiotała Pansy, która przy nim siedziała. Draco spojrzał na nią i rzeczywiście miała w sobie to „coś”, co przyciągało publiczność. Zobaczył nawet jak dyrektor się lekko uśmiechnął.
– Nie mówiłem ci żebyś nie zwracała do mnie Dracusiu?
– Ale… czemu? – zapytała pieszczotliwie.
– Chyba ci to z tysiąc razy tłumaczyłem, a teraz daj mi spokój i nie zawracaj mi głowy jakimś bachorem, który trafi, zapewne do tego przeklętego…
– SLYTHERIN!!! – wrzasnęła na cały głos Tiara Przydziału.
Mniej więcej taką Hermiona zobaczyła sukienkę :)

Hej świetny rozdział :D Jeju jak ja uwielbiam te sceny kiedy Hermiona uderza Draco - od razu przypomina mi się ta scena z filmu, w której łamie mu nos XD Bardzo podoba mi się Twój blog :) Śliczna sukienka *^* Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńdzięki
Usuń